WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

sobota, 25 grudnia 2010

Wolsung- Wiekowe Kłamstwo Sesja I

Sesja I- Zwal im wyspę na głowę!


No i rozpocząłem nową kampanię Wolsunga. Z nieznanych mi przyczyn nie zjawiła się jedna osoba. Od jakiegoś czasu nie ma z nią kontaktu :/ Ale i tak zjawiło się trzech graczy:
1) Greyu- Eryk Zawada, Człowiek, Slavia, Zabijaka, Śledczy- zabójca na zlecenie, pozbywający się groźnych przestępców. Szerzej znany jako wynalazca tłumika.
2) Pola20- Hardson Anaksagoras, Ogr, Eolia, Agent Specjalny, Ryzykant- agent w służbie króla Eolii Agamnosa. Znany ze złapania niezwykle niebezpiecznego gangu morderców.
3) Wiron- Lars Sorensen, Troll, Jotunheim, Przestępca, Ryzykant- włamywacz i pasjonat historii. Udało mu się włamać do pilnie strzeżonego muzeum Lyoneskiego.




Opis:
Pamiętacie może znaną zasadę Wolsungową? Tzn. jeżeli przez kwadrans nic się nie dzieje, niech przez ścianę wskoczy wielki golem. No cóż, trochę ją sobie przerobiłem... ale o tym zaraz ;)
Zaczęło się niewinnie: Orseux- stolica Akwitanii, wina i Akwitańskich pocałunków. Właśnie odbywał się koncert panny Muriel Medousine, na którym byli oczywiście nasi bohaterowie. Każdy miał tu jakiś cel: Eryk dostał zlecenie na zabójcę gwiazd który również się tu zjawił, Hardson ochraniał córkę króla Agamnosa i kosztowności które ze sobą przywiozła na wystawę sztuki, a Lars przyszedł podwędzić trochę tych skarbów.
Nic nie zapowiadało tego co zaraz miało się stać. Wpierw wszyscy usłyszeli potężny grzmot, choć była późna wiosna i na niebie nie było ani jednej chmurki. Zaczęli rozglądać się niepewnie naokoło w poszukiwaniu źródła dźwięku. Szybko dostrzegli, że nieopodal Żelaznej Wieży pojawiły się jakieś gęste białe obłoki, które iskrzyły się od tysięcy błyskawic które wytwarzała chmura. Ludzie trochę się zaniepokoili i zaczęli przyglądać dziwnemu zjawisku. A po chwili z tych obłoków wyłowiła się wpierw ogromna skala, po chwili jakieś budynki które na niej leżały i duży statek powietrzny przycumowany do niewielkiego portu na niej- krótko mówiąc z tej chmury wyłowiła się ogromna latająca wyspa... i ta wyspa powoli sunęła ku destrukcji najważniejszego zabytku Akwitanii.
Ludzie zaczęli panikować i tylko nasi bohaterowie zachowali trzeźwość umysłu. Eryk z miejsca wyszukał swój cel, uśpił go i zaciągnął pod most gdzie ukrócił jego życie. Hardson rozpychał innych by zrobić miejsce dla księżniczki i bezpiecznie zaprowadzić ją na dół do limuzyny. Tam dziewczyna poinformowała go, że na górze zostawiła wisiorek który dostała od matki i poprosiła Ogra by jej go przyniósł. A tam Lars podkradał już niektóre skarby ostrożnie obserwując wyspę.
Jednak nie wszyscy zdołali uciec stamtąd: Ci którzy znajdowali się na scenie nie mogli uciec, gdyż lewitowała ona kilkanaście metrów od Wieży i nie było dla nich drogi ucieczki. Ktoś musiał ich uratować! Na szczęście na górze był już Sorensen, a po chwili zjawił się też Hardson i Zawada. Doszło tu do małej niezręczności towarzyskiej, gdyż Lars pomylił Hardsona z lokajem, ale elegancko z tego wybrnęli.
Hardson wyjął swoją swój harpun z linką i wystrzelił w kierunku sceny, a następnie wszedł na nią. Później pożyczył swój gadżet Erykowi który przy jego pomocy dostał się do Galeonu przycumowanego do wyspy i próbował zmienić jej tor lotu. Udało mu się to, jednak wciąż zagrożona była scena. Teraz jednak Lars dostrzegł latającą gondolę, której jakoś nikt wcześniej nie dostrzegł (stara zasada gier fabularnych: BN'i to debile :P). Korzystając z niej wraz z Hardsonem przysunęli scenę bliżej Żelaznej Wieży i uratowali tym samym wszystkich na niej przebywających. Ludzie zeszli na ziemię dziękując całej trójce za ratunek, a wyspa zatrzymała się nieopodal i zawisłą w jednym miejscu.
Teraz wszyscy trzej weszli na wyspę by czegoś się dowiedzieć o niej. Eryk jako jedyny przypomniał sobie z jakichś książek o Historii Lyonesse, iż miejsce to było jedną ze starych dzielnic tego miasta, które zniknęło pochłonięte przez Mgłę.
Miejsce to było opustoszałe, nie było widać żywej duszy. Było tam kilka budynków, a jeden rzucał się w oczy: duży ze stalową kopułą, wieżą i jakimiś kominami z których wydobywał się czarny dym, jakby ktoś palił w piecu. Natychmiast udali się w to miejsce i bez pukania weszli do środka (a Eryk to nawet przez okno :P). Wchodząc usłyszeli warkot powoli zbliżających się silników a po chwili przeleciały nad nimi dwie viverny i poleciały dalej, by po chwili zawrócić i znowu przelecieć nad wyspą.
Przeszukiwali dom, jednak on również był opustoszały. Choć co ciekawe na stoliku w salonie leżała filiżanka z gorącą jeszcze herbatą, a w kominku się paliło. W tym samym pomieszczeniu zauważyli ciekawą gablotkę w której znajdowały się jakieś plany konstrukcyjne i małe modele jakichś dziwnych maszyn w renesansowym stylu. Gdy przetrząsali sypialnie nagle usłyszeli za sobą kobiecy głos: "Kochanie, herbata gotowa." Jednak nikogo tam nie było. Trochę niepewnie przyglądali się miejscu z którego dobiegł ów głos, a po chwili usłyszeli męski głos: "Chwileczkę, muszę tylko coś zrobić i zaraz będę." Następnie z korytarza doszły do nich powoli oddalające się dźwięki czyichś kroków, lecz tam również nikogo nie było. Oczywiście wszyscy trzej od razu pomyśleli iż dom jest nawiedzony. Eryk zeszedł na dół do salonu i siadł przy stoliku przyglądając się filiżance herbaty i czekając aż coś się stanie. Wzdrygnął się gdy usłyszał koło ucha kobiecy głos: "Kochanie, no chodź, herbata czeka!" A chwilę później odpowiedź z domowej biblioteki: "Już, już, tylko muszę coś zrobić w pracowni!" Cała trójka naszych bohaterów natychmiast się tam udała, gdyż wcześniej przeszukując pomieszczenie nie widzieli tam wejścia do pracowni. Eryk wychodząc specjalnie potrącił filiżankę z herbatą mając nadzieję, że zobaczy reakcję ducha kobiety. Gdy ruszył w stronę biblioteki usłyszał z salonu stukot i gdy odwrócił się zobaczył, że filiżanka znowu stoi a rozlana herbata zniknęła ponownie zapełniając naczynie. W bibliotece dostrzegli jak na półkach poruszają się książki, a po chwili jedna z półek odsunęła się odsłaniając schody prowadzące na dół.
Już mieli zejść na dół gdy usłyszeli trzaśnięcie drzwi frontowych domu, a po chwili w wejściu do pokoju stanęło czterech mężczyzn odzianych w garnitury- człowiek, dwóch ogrów i troll. Człowiek miał przy boku wspaniały, zdobiony rapier. Właśnie ten mężczyzna zwrócił się do postaci rozkazując im opuścić posiadłość. Przedstawił się jako członek Akwitańskiego Stowarzyszenia Historycznego i co ważniejsze jako Jeane-Luc Devon- akwitański mistrz szermierki. Oczywiście nasi bohaterowie nie mieli zamiaru opuszczać tego miejsca i po krótkiej dyskusji przekonali mężczyzn by Ci pozwolili im tu zostać. Czwórka mężczyzn opuściła dom, a nasza trójka udała się na dół.
Tam w dużym ciemnym pokoju zobaczyli różne maszyny z których część była po prostu pełnowymiarowymi wersjami modeli z gablotki w salonie. Natomiast na drugim końcu pokoju stało duże biurko zawalone różnymi  dokumentami, a przy nim ktoś siedział. Tym razem go widzieli, choć nie do końca, gdyż było też widać wszystko przez niego. Podeszli do ducha grzebiącego w papierach który najwyraźniej nie zwracał uwagi na to, że ma gości. Gdy podeszli na tyle by móc mu się przyjrzeć w słabym świetle lampy oliwnej leżącej na biurku przyjrzeli mu się dokładnie. Tylko Lars rozpoznał mężczyznę, gdyż widział go na jakichś starych obrazach, które miały nawet 300 lat. Był to sam Felinno Lira- wspaniały malarz, wynalazca i wizjoner z czasów renesansu który zaginął w roku 1531 (Wolsungowa wersja naszego Leonardo da Vinci). Lars w chwili ekscytacji spróbował się z nim przywitać, jednak poczuł tylko chłód gdy jego dłoń przeszła przez duchowe ciało artysty.
Wtem duch wyprostował się i spojrzał gdzieś na ścianę, a potem obrócił się na krześle w stronę schodów i zaczął przemawiać w przestrzeń, ale tak jakby do naszych bohaterów:

-"Witam cię...was. Przepraszam, ale nie wiem kto się zjawi. Mam też nadzieję, że nie mówię sam do siebie i ktoś usłyszy moją wiadomość. Jeżeli tego słuchasz, to znaczy, że dzielnica wróciła do świata realnego a ja pewnie przestałem istnieć. Nie wiem dokładnie gdzie zabrała nas Mgła, ale na pewno nie był to Astral. Dobra, ale mam wam coś przekazać, czy też mam do was prośbę... Będzie to moja ostatnia wola, więc błagam dokończcie moje sprawy na tym świecie. Odkryłem prawdę którą skrywa się od wieków. Nie mogę jednak zdradzić wprost o co chodzi gdyż... nie mam zamiaru Cię urazić, jednak możesz nie zasługiwać na prawdę którą chcę ci przekazać. Dlatego musicie sami ją odkryć. Ale nie martwcie się, zostawiłem wam wskazówki które powinny was zaprowadzić do rozwiązania całej tej zagadki. Jeżeli jesteście tego godni to uda wam się zdradzić światu jak wszystkich okłamywano przez wieki, oraz zmienicie bieg historii. Powiem tyle, że sprawa dotyczy samego Justusa. Błagam was... Cię... nieważne! Proszę, zróbcie to dla mnie, proszę. Pierwszej wskazówki szukajcie w moim domu w Serrenissimie."


Wtedy obraz samego Felinno Liry rozpłynął się w powietrze... Nasi bohaterowie uzgodnili ze sobą, że spełnią jego ostatnią wolę. Zabrali z biurka pamiętniki artysty i opuścili jego dom. A na zewnątrz już czekali na nich członkowie Akwitańskiego Stowarzyszenia Historycznego. Zażądali oni zwrotu pamiętników i by nasi bohaterowie zapomnieli o tym co usłyszeli gdyż inaczej ich zabiją. W mgnieniu oka Eryk wyjął zza garnituru swój pistolet z tłumikiem i strzałem prosto w głowę zabił Devona, a potem dwóch z trzech jego towarzyszy. Ostatnim zajął się Hardson. Eryk znalazł na szyi Jean-Luca wisior z jakimś tajemniczym symbolem którego nikomu nie udało się zidentyfikować. Ciało Devona i trzech powoli konających mężczyzn schowali w domu Felinno Liry, a potem załatwili swoje ostatnie sprawy w tym mieście i wsiedli do vivern które udało im się zdobyć dzięki pozbyciu się tamtych mężczyzn. Ruszyli w kierunku Serrenissimy.

Komentarz od MG:
Fiu... sporo zajął mi ten raport, dużo więcej niż jakikolwiek dotychczas. Jednak co ciekawe sesja nie zajęła nam dużo czasu, bo ledwie niewiele ponad 2,5 godziny, a zajęła by pewnie mniej, gdyż strasznie wlokłem się z opisami. Cóż, jeszcze nie nauczyłem się dobrze improwizować. No ale powoli się uczę. Musze poczytać jeszcze trochę książek i poszerzyć swoje słownictwo... Przysięgam: postaram się to zrobić ;) No to by było na tyle. Dziękuje za uwagę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz