WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

piątek, 18 lutego 2011

Ogromny raport z kampanii Deadlands: Reloaded!

Od kilku miesięcy grałem ze znajomymi w Deadlands: Reloaded przez skype'a. Nie chciało mi się pisać raportów z sesji, jednak właśnie zakończyliśmy cykl, więc chcę spisać takie krótkie podsumowanie.

System: Deadlands: Reloaded
Narrator: Michał "Drejfus"
Gracze:
-Maciek "Lasard"
-Przemek "Wiron"
-Marcin "Nicram"
Ilość odbytych sesji:  14
Ilość postaci graczy: 9 (po 3 na każdego)


Grę w tej ekipie zacząłem dopiero od drugiej sesji, więc nie za bardzo znam początek. Zacznę więc od drugiej sesji:


Postać jaką wtedy grałem był Salomon Krauser- kurier Pony Expresu, pozostałe postacie to Rudy Jack Gorzalka (Nicram) i Szczęściarz O'Neil (Wiron). Ci drudzy właśnie uciekali z kopalni Upiorytu którą obrabowali. Salomon dołączył o nich i po krótkiej ucieczce przed Indianami trafili do miasteczka Deadwood. Tam jeden z towarzyszy naszego BG (imienia nie pamiętam) zrobił ich w konia i okradł z nagrody którą mieli zarobić za Upioryt. Wkurzeni postanowili odzyskać co ich. Rudy dokonał wielkiej zadymy w chińskim kasynie, Salomon ukradł dwa wozy, a Szczęściarza po prostu ścigano. Musieli uciekać z miasteczka. Przy okazji jednak Salomon przyjął paczkę którą miał dostarczyć do miasteczka Hole in the Wall leżącym za górami Blackhills.

W sesji nie uczestniczył Szczęściarz- ktoś wpadł na jego trop, więc musieliśmy się rozdzielić. Wraz z Gorzalką Salomon wędrował przez wzgórza Blackhills- teren Indian. Musieli się sporo natrudzić podczas tej podróży. Wpierw wynajęli Indiańskiego przewodnika. Niestety ten "wielki przewodnik" wpierw wpakował nas na Indian, a potem przyprowadził pod opuszczony obóz z kilkoma tipi. W tej pierwszej sytuacji trzeba było uciekać przed grupą czerwonoskórych, a w drugiej ciekawość Salomona niemal sprowadziła na niego śmierć- z jednego z tipi wyszedł nieumarły Indianiec, przed którym uciekli, jednak zostali trochę ranni, a Krauser poważnie zachorował. Po ucieczce trafili (już bez przewodnika, który sobie uciekł) na niewielkie obozowisko chińskich górników. Tam Salomon odpoczął przez kilka dni, by móc się wykurować.

Tym razem to Gorzalka musiał zniknąć, a Szczęściarz znalazł chorego Salomona nieopodal kilku Chińczyków. Salomon czuł się już znacznie lepiej, ale niestety nieumarły Indianin zostawił na nim swoje piętno- kurier był pokryty ropiejącymi wrzodami i strasznie kaszlał. Obaj podziękowali chińczykom i udali się dalej w stronę Hole in the Wall. Oczywiście również teraz czekały na nich ogromne kłopoty- wpierw obóz Indian nad kanionem, przez który nasi bohaterowie musieli przejść po moście linowym. Jakimś cudem im się to udało, a Salomon odciął liny podtrzymujące most blokując drogę czerwonym. Później trafili na dom "miłej i opiekuńczej gospodyni". Dlaczego dałem to w cudzysłów? A dlatego, że mimo pozorów, kobieta wpierw chciała nas otruć a w kiblu Salomon zauważył ludzką rękę. Gdy Krauser chciał zabić kobietę, tej zleciał kapelusz ukazując widniejący na wierzchu mózg. Kobieta oślepiła bohaterów jakąś magią, ale ponownie niezwykłe szczęście O'Neila uratowało im dupy- ustrzelił kobietę mimo tego, że nic nie widział! Mężczyźni uciekli z tego miejsca i udali się dalej.
Po jakimś czasie w końcu trafili do Hole in the Wall, gdzie dość niemiło ich wpierw przywitano, a to z powodu choroby Krausera. Szczęściarz będąc w mieście podawał się za kogoś innego, nie chcąc zostać rozpoznanym i pochwyconym, jednak szybko wpakował się w kłopoty gdy przyłapano go na próbie oszukiwania podczas gry w pokera. Wyzwano go wtedy na pojedynek podczas którego stracił życie. A Salomon wtedy sobie smacznie spał a o całym zajściu dowiedział sie dopiero nazajutrz. Wcześniej jednak Krauser udał się do pewnego profesora dostarczyć mu przesyłkę, za co niewiele zarobił.

Nazajutrz Salomon dowiedział się o śmierci O'Neila, oraz poznał nowego towarzysza w podróży- ekscentrycznego profesora Wergiliusza Insano (Wiron). Gorzalka wciąż nie wrócił z podróży. Salomon i Wergiliusz dowiedzieli się o tym, że w miejscowej kopalni winda górnicza zacięła się w połowie drogi i uwięziła górników. Nasi bohaterowie będąc dobrymi samarytanami i nie licząc na żadną nagrodę (prócz worku złota oczywiście) poszli ich uratować. Robota poszła szybko, choć niestety zniszczyli oni windę.
Odkryli jednak, że awaria windy to był sabotaż. Na prośbę właściciela kopalni zgodzili się dowiedzieć kto się za tym kryje. W trakcie śledztwa znaleźli jakiś dziwny zielony glut, który zaprowadził ich do wielkiej groty w środku kopalni. Otwarli kraty i weszli do środka. Po jakimś czasie znaleźli źródło tego gluta- wielka żywa galaretowata maź mieszkała sobie spokojnie w jaskini. Broń Salomona nie robiła na niej wrażenia, ale na szczęście technologia Insano ich uratowała! Po tym jak zabili gluta, zauważyli że w tej jamie są jakieś schody. Wyszli po nich na zewnątrz, gdzie dostrzegli uciekającego Indianina, którego Salomon natychmiast ustrzelił. Wrócili z ciałem do Hole in the Wall sadząc, że to był sabotażysta. Zaraz potem zaczęli planować polowanie na niebezpiecznego potwora który zjadał hodowcom bydło- Chupakabarę!

Do miasta w końcu przyjechał Gorzalka, który od razy został wkręcony do pomocy nam przy upolowaniu Chupakabary. Wraz z kilkoma żołnierzami i wieśniakami czekaliśmy dwie noce nim bestia się pojawiła, a kiedy już przyszła walka potoczyła się bardzo szybko i łatwo- bestia padła pod gradem naszych kul. Nie wiedzieliśmy tylko, dlaczego później dwóch wieśniaków miało rany postrzałowe, a dowódca tych żołnierzy tak dziwnie na nich patrzył. Jednak długo nie nacieszyliśmy się zwycięstwem gdyż w mieście były kłopoty- porwano kolegę po fachu Wergiliusza wraz z potężnym wynalazkiem i rodziną. Natychmiast pobiegliśmy im pomóc i ubiliśmy kolejnych Indian ratując porwane osoby.
Nazajutrz jednak się to na nas odbiło- miasto otoczyła armia Indian. Gorzalka postanowił z nimi porozmawiać, a Salomon nie chcąc zostawić towarzysza samemu pojechał wraz z nim. Podczas rozmowy z szamanem plemienia okazało się, że ścigali oni nas dwóch od kilku dni-tygodni; dokładnie to od momentu gdy na wzgórzach Blackhills ubiliśmy trójkę ich braci. Niestety skończyło się to tym, że obie nasze postacie zginęły! Plemię na szczęście opuściło wtedy miasto.

Od poprzednich wydarzeń minęło trochę czasu. Przenieśliśmy się teraz na drugą stronę Dziwnego Zachodu- w pobliże Arkansas. Pociągiem linii Black River jechał teraz Wergiliusz Insano wraz z jakimś bogaczem i jego niewolnikami oraz dwójką nowych bohaterów: księdzem Antionio De'Morte Amigo (Nicram) i Indianinem z pokojowego plemienia Pajutów Spokojną Trawą (Lasard). Oczywiście zastać nas musiały kłopoty- kilkunastu Indian z groźnego plemienia napadły na pociąg. Jednak co dziwniejsze wcześniej lokomotywa dziwnie przyśpieszyła, zaczęła sie trząść aż nagle wykoleiła się i doszło do wielkiej kraksy! Maszyniści zginęli i jedynie Wergiliusz który chciał im pomóc uszedł cało z wypadku lokomotywy. Część wagonów wywróciła się, a reszta tylko odczepiła i dalej stała spokojnie na szynach. Teraz jednak zbliżyli się Indianie, którzy chcieli zamordować pasażerów i zagarnąć ich kosztowności. Tylko przedziału w którym siedzieli Spokojna Trawa i Ksiądz Amigo nie udało im się obrabować, gdyż Pajut wyjaśnił im, że nie powinni napadać na pociąg którym jedzie inny czerwonoskóry, a ksiądz otoczył pociąg świętym polem ochronnym które pomogło Indianinowi w wytłumaczeniu swoim pobratymcom, że wagon jest chroniony przez duchy, które nie chcą by jego pasażerowie zginęli! Niestety jego słowa uratowały tylko pasażerów tego wagonu, reszta zginęła i została oskalpowana.
Wszystkich jeszcze żywych i rannych zabraliśmy do pobliskiego miasteczka, gdzie Wergiliusz wpakował się w poważne kłopoty związane z konfliktem między Północnym i Południowym Dziwnym Zachodem. Miejscowi uznali go wpierw za szpiega, później za opętanego, więc wsadzili go do więzienia.

Nazajutrz do miasta przybyła wielka szycha z kolei Black River- niezwykle piękna i drapieżna panna Maria Rodriguez. Poinformowała ona BG, że wypadek ich pociągu to nie jest odosobniony przypadek, a Po tym jak trójka naszych bohaterów zgodzili się jej pomóc, Spokojna Trawa spędził z kobietą niespokojną noc ;)
Nazajutrz znowu spotkały nas niemiłe chwile: Spokojna Trawa i Ksiądz Amigo spotkali niemiłego chińczyka który sprzedawał książkę kucharską... z przepisami na Indianina w sosie własnym. Ksiądz uznał iż jest to szatańskie dzieło, jednak chińczyk nie chciał mu oddać swoich dzieł, więc stoczyli pojedynek- strzelali do butelek, a kto zestrzelił więcej zabierał książki. Antonio wygrał, jednak musiał wesprzeć się swoim bogiem.
Ta sytuacja sprowadziła na niego spore kłopoty. Tej samej nocy chińczyk napadł na naszego księżulka i przy pomocy dziwnej magii zabił go!


Z powodu tego, że Wergiliuszowi i Spokojne Trawie zabrakło kogoś do pomocy, panna Maria dała im do dyspozycji swojego najbardziej zaufanego niewolnika Jima (Nicram), który był niemową, gdyż odcięto mu język. Wraz z nim, dwoma żołnierzami, którzy mieli pilnować profesora Insano i dwoma niewolnikami Wergiliusza udali się na miejsce wypadku pociągu. Szukali tam najróżniejszych tropów, ale niewiele udało im się wypatrzeć. W nocy rozbili tam obóz bo do miasteczka było dość daleko. Podczas warty Spokojnej Trawy i Jima zaskoczyli ich Indianie z dość pokojowego plemienia Arapaho- zbudzili wszystkich, żołnierzy pilnujących Wergiliusza wygonili, a pozostałą trójkę zabrali do swojego obozu. Poznaliśmy tam ich wodza pokoju, który nie był dla nas zbyt miły, gdyż jak sądził naruszyliśmy ich terytorium, a Spokojna Trawa nie powinien zadawać się z "blade twarzy". Później puścili nas wolno, jednak nie przeszliśmy dużej odległości a zaczęli nas ścigać. Musieliśmy uciekać na wynalazku Insano.


Nasi bohaterowie mieli tylko jeden trop- nóżkę małego robocika którego Wergiliusz zobaczył w lokomotywie tuż przed wypadkiem. Udało mu się ustalić z jakiego stopu jest wykonana i kto miał środki by ją skonstruować. Cała trójka udała się więc do miasta Little Rock. Tam znajdowała się spora firma w której pracował nasz rzekomy sabotażysta. Niewiele jednak tam zdziałali- Wergiliusz został pochwycony, z Jimem nie pamiętam co się działo, a Spokojna Trawa próbował spotkać się z jakimś przedstawicielem kolei Black River w ich biurze. Wergiliusz szybko narobił rabanu w miejscu gdzie go pochwycono i po jakimś czasie zwiał stamtąd wraz z Jimem i swoimi niewolnikami. Spokojna Trawa został w mieście i później nie wiadomo co się z nim działo (nie spodobała mi się ta postać, więc postanowiłem stworzyć nową).


Jim, Wergiliusz oraz jego dwóch niewolników gnali teraz przez prerie na wynalazku profesora. Wergiliusz w czasie podróży dorobił mechaniczny język Jimowi, dzięki czemu ten mógł już mówić. Nagle doszło do awarii mechanicznego konia który ciągnął całą maszynerię. Cała czwórka musiała wyskoczyć z pojazdu, a ten po chwili eksplodował. Temu wydarzeniu przyglądała się nowa osobistość w naszej historii- szalony górnik Bob Stellman (Lasard), który uważał, że wszystkie kopalnie i złoto na ziemi należy się tylko mu. Poznali się w dość niemiłych warunkach gdyż na tropie Jima i Insano był już spora grupa Texas Rangers, więc trzeba było się ukryć- Wergiliusz zakamuflował się w trawie przy użyciu na szybko skonstruowanego wynalazku, a Bob przy pomocy swojego świdra wykopał spory korytarz w ziemi, gdzie przyczaił się wraz z Jimem i swoim mułem Konowałem.
Po tym jak rangerzy odjechali cała piątka udała się do pewnej kopalni, która jak mówił Bob należała do niego ;) W trakcie podróży doszło do kilku niemiłych sytuacji a na miejscu spotkali zakonnicę która "ukradła" kiedyś Bobowi kopalnię, a później ktoś inny zabrał ją jej. Doszło do walki podczas której Bob usmażył kobietę swoim Ręcznym Grillowym Przysmażatorem (Moc Rozprysk przedstawiona jako miotacz ognia).

Nazajutrz wszyscy udali się już do samej kopalni którą spróbowali odbić, jednak był tam problem z chińczykami którzy ją zajęli- wszyscy zmarli i (jak przystoi dobrym RPGom) znowu wstali by nas zabić! Wtedy to właśnie zginął profesor Insano i jego niewolnicy. Pozostała dwójka uciekła, a goniła ich jakaś potworna czarna chmura. Gdy zdołali odbiec dostatecznie daleko od kopalni natrafili na Rudą Mary z obstawą i Księdza Mathew (Wiron).

Ruda Mary nie była zadowolona ze spotkania z Jimem, gdyż pracowała ona dla Black River i dziwiło ją, że niewolnik panny Marii błąka się samotnie tak daleko od niej i nie wykonuje powierzonego mu zadania. Mężczyzna zaczął udawać, że wciąż nie może mówić i udało mu się ukryć w sekrecie swój nowy język. Później wszyscy zaczęli planować atak na kopalnię, gdyż panna Mary szukała pewnego chińczyka który się tam ponoć ukrywał. Jednak przed atakiem na kopalnie wszyscy stoczyli trudną potyczkę z nieumarłym chińskim mistrzem sztuk walki! Po tym wydarzeniu gdy Ruda Mary zobaczyła, że Jim potrafi mówić, przywiązała go do konia i pociągnęła za sobą- do kopalni musieli wejść w uszczuplonym składzie. Plan był taki, że Bob miał się obwiązać dynamitem i zagrozić nieumarłym, że jeżeli nie opuszczą kopalni, to zginą (ponownie). Ten jednak wykiwał wszystkich i gdy nikt nie patrzył zrobił podkop swoim wiertłem, wykopał się za całą ekipą i ze słowami "asta la vista baby" rozpieprzył wszystko i wszystkich w drobny mak- jeżeli on nie może mieć tej kopalni, to nikt nie będzie jej miał!

No i to by było na tyle, z tego co zapamiętałem :)

Wrażenia z sesji: grało mi się bardzo fajnie, choć z czasem świat zaczął mi się nudzić. Deadlands mają bardzo fajny klimat i storylinię- Dziki Zachód z zombiakami i upiorami to jest to! Motywy które odbyły się na sesji były bardzo ciekawe- nasz MG miał czasami pozytywnie posrane pomysły :P Jedyne czego mi zabrakło (zwłaszcza na pierwszych sesjach, przed wydarzeniami po katastrofie pociągu) to jakaś spójność przygody- kampania przypominała mi bardziej splot niepołączonych ze sobą motywów, a my mogliśmy iść gdzie nam się podobało, bo nie mieliśmy wyznaczonego żadnego celu- przypominało to trochę taki sandbox gdzie możemy dowolnie wybierać co chcemy robić. Ja osobiście wolę mieć wyznaczony jakiś poważny cel i wybór jak do niego będę dążył, jakich środków użyję itp. itd. To wszystko.

Pozdrawiam
Lasard

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz