WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

środa, 30 marca 2011

SWEPL: Weyard - za Króla i Ojczyznę! Sesja I

We wtorek 29 marca rozegrałem pierwszą (dość krótką) sesję w "mojej autorce".  Sesja trwała dość krótko bo ledwie jakieś 2,5-3 godziny, z racji tego, że jeden z graczy był już dość zmęczony, ale zdołaliśmy dokończyć jeden wątek.

Uczestnicy:
a) Ja: MG,
b) Wiron: sir Cador z Wybrzeża - Palladyn Jupitera.
c) Kelly: sir Tallamir z Wybrzeża - rycerz i dowódca wojskowy.



Opis:
 Cador i Tallamir jeszcze jako giermkowie jechali ze swoimi mistrzami- sir Pattrickiem i sir Malcolmem, gdzieś w głąb lasu. Nie wiedzieli gdzie i nie widzieli za bardzo drogi, gdyż mieli zasłonięte chustami oczy. W końcu się zatrzymali, a ich nauczyciele zdjęli im z oczu opaski. Stali przed jakimś wejściem do jaskini, leżącym pod górą Aleph i zamkniętym dużymi stalowymi drzwiami z jakimiś znakami runicznymi. Ich mistrzowie zdradzili im, że nadszedł dzień w którym pożegnają się jako uczniowie i mistrzowie, a przywitają, jako rycerze równi sobie. Miejsce w którym byli miało stać się dla Cadora i Tallamira ostatnim egzaminem ich prawności, sprytu i lojalności wobec króla Marka. Gdy tylko sir Patrick i Malcolm dali sowim uczniom ostatnie proste rady otworzyli im drzwi a po chwili zatrzasnęli je za nimi.
 Cador i Tallamir znaleźli się w długim kamiennym korytarzu, który właśnie został oświetlony przez pochodnie znajdujące się na ścianach w równych odległościach od siebie. Po wymianie kilku zdań (wśród których padło kilka cichych obelg skierowanych na ich mistrzów oraz kilka głośnych komplementów- sądzili, że ich mistrzowie słuchają ich gdzieś z ukrytego pomieszczenia za ścianą), ruszyli w głąb góry.
 Szli kilka dobrych minut ubarwiając sobie czas dyskusją, aż w końcu zobaczyli, że korytarz zaczął się poszerzać, a gdzieś w oddali zobaczyli jakiś kamienny most rozpostarty nad dużą rozpadliną, który był węższy niż korytarz. Nieopodal na ścianie zobaczyli też stalową płytkę z wyrytym na niej napisem "Wzrok może być zwodniczy, nie ufaj wyłącznie mu". Tallamir przyglądał się chwilę mostowi, a potem zdjął swoją pochwę od miecz z pasa i postanowił ostukać podłogę. Po chwili wkroczył na most i zobaczył jak spory jego fragment gdzieś po środku po prostu zniknął! Nie było szans na to, ze to przeskoczą, więc spróbował ostukać miejsce w którym most zniknął, jednak jego pochwa niczego nie dotykała. Zaczęli więc główkować i postanowili sprawdzić czy nie uda im się przejść obok mostu- Tallamir uderzył pochwą w to co wyglądało jak wielka przepaść i trafił w coś twardego. Z lekkim lękiem postawił stopę na krawędzi urwiska i zrobił jeden krok... trafił na twardy grunt, a gdy otworzył oczy zobaczył, że stoi teraz na jakiejś kratownicy która została rozstawiona wszędzie prócz szczeliny pod fragmentem zniszczonego mostu. Uradowany poinformował o tym Cadora, który przez chwilę obserwował jak jego towarzysz tańczy w powietrzu z radości.
 Ruszyli ostrożnie dalej wyczekując kolejnego zadania w ich egzaminie, aż na końcu korytarza zobaczyli kamienne drzwi zatrzaśnięte i bez żadnego uchwytu którym mogliby je otworzyć. Zamiast tego po środku drzwi, w niewielkiej szczelinie leżały cztery kamienie runiczne- dwa niebieskie, dwa zielone. Bohaterowie musieli rozwiązać prostą zagadkę logiczną, która zajęła im ledwie parę sekund.
 Drzwi wsunęły się wpierw do środka a potem przesunęły w lewo, a przed Cadorem i Tallamirem ujawniła się duża kwadratowa sala, z dwuskrzydłową bramą na drugim jej końcu. W sali tej stało teraz trzech nieumarłych którzy widząc żywe istoty natychmiast ruszyły w ich kierunku w celu pożarcia ich. Cador zaczął prawić jakiś krótki monolog sławiący Jupitera, a Cador szybko powalił pierwszego przeciwnika wbijając swój rapier prosto między jego oczy. Później spróbował załatwić kolejnego, jednak jego atak nic nie wskórał, a Cador próbując zaatakować obu naraz swoim wielkim młotem zdołał tylko "ogłuszyć" jednego z nich. Zombiaki próbowały ugryźć, czy choćby zadrapać naszych bohaterów, jednak Tallamir zręcznie unikał ich ciosów, a Tallamir zasłaniał się tarczą. Po chwili kolejny nieumarły padł od pchnięcia między oczy, a ostatniemu głowa poleciała kilka metrów dalej gdy trafił w nią młot Cadora.
 Przez chwilę triumfowali nad swoim zwycięstwem, lecz po chwili brama do której mieli się skierować otworzyła się i ujrzeli tam trzymetrowego Minotaura, który natychmiast zaszarżował na Cadora i powalił na ziemię nim ten zdołał cokolwiek zrobić. Tallamir spróbował rozproszyć potwora tnąc go swoim rapierem, jednak nic nie wskórał poza tym, że dostał pięścią w twarz, a z jego połamanego nosa wytrysnęła krew. Udało mu się jednak zwrócić uwagę Minotaura, na tyle długo, by Cador uderzył go swoim młotem prosto w czaszkę, gruchocząc ją i zabijając potwora.
 Chwilę później za drzwiami zza których wyszedł Minotaur zabłysło jakieś fioletowe światło. Obaj rycerze udali się do środka i trafili do dużej sali, której strop podtrzymywany był przez 4 filary, a po środku, w centrum fioletowego pentagramu stał piedestał, a na nim czarna księga. Cador i Tallamir zrobili kilka kroków w jej kierunku gdy nagle na skraju pentagramu pojawił się jakiś mężczyzna odziany w długą czarną szatę z kapturem zasłaniającym jego twarz. Zwrócił się on do nich pytając czego chcą, a później gdy chcieli zabrać księgę zaproponował by go uwolnili z tego więzienia (pentagramu), to razem zapanują nad Angarą. Jednak oni zaproponowali mu lepsze wyjście- zabiorą księgę i w imię króla Marka obiją mu twarz...
 Nagle jednak mężczyzna zdjął kaptur, a jego głos diametralnie się zmienił. Poprosił on by się uspokoili i zawołał sir Pattricka i sir Malcolma, którzy wyszli zza dwóch filarów i wyjaśnili dwójce rycerzy, ze właśnie zdali oni test. Dopiero teraz Cador i Tallamir poznali, że ów mężczyzna to przebrany sir John którego znali od dawna.
 Cała trójka rycerzy pogratulowała swoim giermkom i zaprowadziła ich do wyjścia, gdzie znów nałożyli im opaski na oczy (sekret położenia jaskini będą mogli poznać dopiero, gdy sami będą mieli giermków) i wyruszyli do miasta Vale. Tam wysadzili ich w pobliżu Zakonu Rycerskiego i sami udali się dalej. Gdy Cador i Tallamir dyskutowali na placu przed swoją byłą uczelnią, podszedł do nich jeden z ich znajomych i zaczął wypytywać o to jak poszedł im egzamin oraz co tam spotkali. Dwójka rycerzy zaczęła żartować sobie z giermka i wciskali mu ciemnotę, mówiąc że musieli się zmierzyć ze smokami, bandą trolli i innego tałatajstwa. Później obaj udali się do pobliskiej karczmy gdzie napili się piwa i białego wina (kodeks religijny Cadora zabrania mu picia innych trunków alkoholowych). Później już wieczorem udali się do swojego domu- niewielkiego dworku nad którym sprawuje władzę brat Tallamira, najstarszy mężczyzna w rodzie, za którym rycerz nie za bardzo przepada. Z nimi również zjedli i napili się, a po zmroku dołączyli się do nich sir Pattrick i sir Malcolm, którzy przyszli poinformować ich o której rozpocznie się pasowanie ich na rycerzy.

C.D.N.

Wrażenia z sesji: moim zdaniem było bardzo fajnie. Brakowało mi już od jakiegoś czasu takiego typowego fantasy, więc z wielką przyjemnością prowadziło mi się tą sesję. Oczywiście nie obyło się bez problemów, głównie związanych z moją sklerozą- zapomniałem o tym, że rozmiar Minotaura powinien zapewnić graczom premię do trafienia; oraz bardziej fabularnie- całkowicie wyleciało mi z głowy, by przed wejściem do jaskini poinformować postacie co mają w środku zrobić.

1 komentarz:

  1. Mi także się podobało. Było fajnie, wesoło oraz bawiłem się.

    OdpowiedzUsuń