WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

poniedziałek, 18 kwietnia 2011

SWEPL: Weyard - za Króla i Ojczyznę! Sesja III

Sesja rozegrana 12.04.11


Uczestnicy:
a) Ja: MG,
b) Wiron: sir Cador z Wybrzeża - Palladyn Jupitera.
c) Kelly: sir Tallamir z Wybrzeża - rycerz i dowódca wojskowy.


Opis:
 Nadeszło południe więc Cador i Tallamir udali się do zamku króla Marka. Sala tronowa wyglądała teraz zupełnie inaczej niż wczoraj- nie było już wspaniałych dekoracji, stołów pozastawianych najróżniejszymi potrawami i trunkami, czy wszystkich gości. Na tronie nie było też króla czy małej Seleni. Nasi rycerze myśleli już, że przespali jeden dzień, jednak w końcu ktoś wszedł do sali przez drzwi leżące za tronem- drobny staruszek ze stertą jakichś dokumentów pod pachą. Poinformował ich o tym, że król nie jest w stanie się zjawić osobiście gdyż wypoczywa przed podejmowaniem ważnych decyzji (czyt: śpi po wczorajszym przyjęciu i ma potwornego kaca), ale przekazał mu co ma załatwić. Później starzec zaprosił naszych rycerzy do jednej z sal, gdzie przejrzał dokumenty i podał im propozycje tego za co mogą się zabrać. Zdecydowali się podjąć trzech zadań: wpierw udadzą się na zachód za pasmo gór, gdzie małe plemię orków założyło swój obóz, po to by dowiedzieć się dlaczego opuścili swą ojczyznę i jakie są ich zamiary; po drodze dostarczą sprzęt do zachodniej warowni; gdy już wrócą do Vale postanowili udać się z sir Roderickiem i dwustoma żołnierzami daleko na wschód do lasu Mogall, po to by pomóc tamtejszemu miastu które napastowane jest ostatnio przez jaszczuroludzi z Izumo.
 Staruszek przytaknął i poszedł poinformować kilku żołnierzy, że będą mogli wyruszyć do zachodniej warowni. Natomiast nasi rycerze udali się do domu brata Tallamira by zanieść mu dobre wieści i przygotować się do wyprawy. Eryk był uradowany tym, że jego brat w końcu opuszcza jego domostwo, dał mu nawet dwóch swoich służących do pomocy. Posłużyli oni jako tragarze niosąc sprzęt Cadora i Tallamira- pożywienie, koce, trofea itd.
 Gdy byli już gotowi udali się do południowej bramy Vale gdzie czekały na nich już 3 wozy i kilku żołnierzy w dwójka służąca Tallamirowi. Gdy już wszyscy wsiedli wozy powoli ruszyły i szybko skierowały się na zachód w stronę warowni. Dotarli na miejsce późno w nocy. Dużą drewnianą bramę prowadzącą do wnętrza kamiennej warowni otworzono im szybko, a wozy zatrzymały się gdzieś z boku niedaleko placu treningowego. Do naszych rycerzy podszedł dowódca warowni, przywitał ich serdecznie i zaprosił do swojego pokoju na drobny poczęstunek i szklaneczkę czegoś mocnego. Opowiedział on im o tym co się dzieje w warowni oraz o tym co zauważyli obserwując przez lunetę orki które osiedliły się przy rzece nieopodal góry. Później wszyscy poszli spać.
 Gdy Cador i Tallamir się obudzili wozów już nie było, został tylko koń należący do Tallamira. Zaraz po śniadaniu ruszyli w dalszą drogę w kierunku obozu orków- okrążyli warownie i zaczęli schodzić po wąskiej ścieżce w dół góry; Tallamir zostawił swojego konia na przechowanie w twierdzy. Podróż zajęła im dwa dni, a noc spędzili na kamiennej półce, gdzie rozpalili ognisko tak by nikt z dołu ich nie zobaczył.
 Nazajutrz wyszli naprzeciw orkom nawet nie próbując się ukrywać. Mieszkańcy Hesperii stanęli przed nimi i zaczęli coś wołać w swoim niezrozumiałym języku i machać toporami. Po chwili zza nich wyszedł ich szaman którymi znał język ludzi ("My być orki i nie chcieć was tu!"). Nasi rycerze zażądali od orków oddania się pod władzę króla Marka, tym jednak się to nie podobało. Tallamir widząc wcześniej, że wśród orków panuje prawo siły - czy każdy ma prawo sięgnąć po władze w pojedynku - wyzwał wodza plemienia do walki. Z obozu wyszedł wtedy ork odziany w kiepską kolczugę, trzymając w rękach wielki topór dwuręczny. Walczyć z nim miał oczywiście Cador, a reszta robiła za cheerleaderki.
 Walka była szybka, a ork nie mógł nawet drasnąć zręcznego rycerza. Po wygranym pojedynku Tallamir zażądał od nich poddania się, ci jednak nie zgodzili się na to, ale postanowili opuścić Angarę. Tallamir i Cador obserwowali jak orkowie pakują się i wypływają tratwą  w kierunku Hesperii.
 Wtedy nasi rycerze i ich ludzie ruszyli  drogę powrotną, po drodze zabierając konia Tallamira z warowni. W drodze do Vale musieli odpocząć na noc w lesie, kiedy to zaatakowały ich wilki zabijając jednego z tragarzy. Siódmego dnia całej podróży, gdy w końcu wrócili do ich rodzinnego miasta zobaczyli przed bramą kilkuset wojowników szykujących się do wymarszu.
C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz