WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

środa, 4 maja 2011

SWEPL: Weyard - za Króla i Ojczyznę! Sesja V

Sesja rozegrana 30.04.11


Uczestnicy:
a) Ja: MG,
b) Wiron: sir Cador z Wybrzeża - Palladyn Jupitera.
c) Kelly: sir Tallamir z Wybrzeża - rycerz i dowódca wojskowy.


Opis:
 Poprzednio nasi Bohaterowie otrzymali od króla zadanie udania się do wioski Vault, której mieszkańcy nie chcą płacić podatków, by dowiedzieli się jaki jest tego powód. Później winni udać się do portu w Kalay, skąd wraz z 200 osobowym oddziałem żołnierzy Angary i rycerzem Roderickiem popłyną do lasu Mogall. Cador i Tallamir postanowili przygotować się do podróży i znaleźć w mieście kogoś, kto chciałby się do nich przyłączyć, gdyż od króla dostali dwa wspaniałe konie, a Tallamir wcześniej miał swojego, więc teraz chciał coś z nim zrobić.
 Po jakimś czasie poszukiwań zaczepił ich miejscowy drwal - krasnolud, który powiedział, że ma dość życia w tym nudnym mieście i chce przeżyć przygodę. Zgodzili się go przyjąć, lecz krasnolud nie mógł podróżować konno więc poszli szukać dalej. Udali się do dzielnicy świątynnej i rozmówili się z arcykapłanem Venus. Ofiarował on im na pomoc jedną z uczennic klasztoru, która nie odbyła jeszcze swojej pielgrzymki. Jak się po chwili okazało dziewczyna miała własnego konia, więc wciąż mieli o jednego konia za dużo. Postanowili więc znaleźć jakiś wóz, do którego przyłączą konie od Tallamira i kapłanki, dzięki czemu będą mogli ze sobą zabrać dwójkę nowych towarzyszy i swoich żołnierzy wraz z tragarzem. Nie było to trudne - Tallamir udał się do swojego brata, który zrobiłby wszystko by nie musieć patrzeć na swego krewniaka.
 Więc wyruszyli. Podróż do Vault zajęła im ponad jeden dzień, przepełniony kłótniami między kapłanką i krasnoludem dotyczącymi wiary. W połowie drogi rozbili obóz i postawili straże. Niestety doszło do tego, że jeden ze strażników przysnął w nocy i do obozu zdołali podkraść się bandyci. Na szczęście krasnolud miał lekki sen i zdołał się wybudzić, by po chwili obudzić resztę. Piątka bandytów bardzo szybko została zabita, a Cador przyczepił ich głowy na pale i zostawił je przy drodze.
 Vault było małą wsią otoczoną przez pola uprawne oraz las, przy czym jego część była już wykarczowana, gdyż wokół wsi zbudowano palisadę. Za nią na podwyższeniach przechadzali się wieśniacy z łukami. Do rozmów z wieśniakami wysłali kapłankę, która była chyba najmilszą i najbardziej bezkonfliktową osobą w drużynie. Po chwili wróciła tłumacząc, że wieśniacy nie chcą płacić podatków i nie zmienią zdania. Po jakimś czasie do rozmów dołączył się sołtys osady, który powiedział coś o tym, że król ich zdradził wysyłając na wioskę ludzi z dekretem, w którym było napisane, że wieśniacy mają zostać zabici. Wyjaśnił też, że dwójka pewnych bohaterów ocaliła ich przed sługami króla Marka dzięki potężnym czarom. Cador udał się na tyły wioski i znalazł tam tuzin głów w hełmach straży królewskiej przybitych do pali.
 Nasi bohaterowie zaczęli obmyślać plan- wywsnioskowali, że król na pewno nie mógł zdradzić wieśniaków, więc dwójka przebywających w wiosce "bohaterów" ma coś wspólnego z tym spiskiem. Postanowili wkraść się do osady i porozmawiać z dwójką tajemniczych ludzi. Rozpalili w nocy mnóstwo ognisk tak by ludzie z osady pomyśleli, że są otoczeni przez armię i wysłali kogoś by to sprawdził. Plan się powiódł i w nocy nasi bohaterowie złapali dwójkę wieśniaków, przebrali się za nich i wdarli do miasta. Wpierw wparowali do chaty sołtysa (który akurat kochał się z małżonką), zabrali od niego rzekomy dekret skazujący wioskę na śmierć i zaciągnęli mężczyznę do karczmy gdzie na stołach leżało dwóch spitych do nieprzytomności "bohaterów". Jak się okazało, tylko sołtys widział na papierze królewski dekret, gdyż dla pozostałych była to pusta kartka. Tallamir kazał krasnoludowi zabić jednego z magów, jednak nic to nie dało - sołtys wciąż widział dekret i teraz był przerażony czynami naszych bohaterów; wtedy krasnolud zabił drugiego czarodzieja. Sołtys nagle wybałuszył oczy i krzyknął rozgniewany - słowa wypisane na papierze zniknęły mu przed oczyma, a po chwili przybiegł jakiś wieśniak poinformować, że tuzin głów sprzed wioski zniknęło.
 Gdy już Sołtys doszedł do siebie, dogadał się z naszymi bohaterami, obiecał im znaleźć kogoś kto pomoże im w ich wyprawie. Ci dali mu dokumenty z którymi miał udać się od króla, by załagodzić zaistniałą sytuację. W międzyczasie zdołali ograbić ciała dwójki oszustów i dzięki temu dość porządnie się wzbogacili. Później już tylko Sołtys dał im pokoje na piętrze gdzie mogli się przespać.
C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz