WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

SWEPL: Weyard - za Króla i Ojczyznę! Sesja VII

Sesja rozegrana 27.05.11


Uczestnicy:
a) Ja: MG,
b) Wiron: sir Cador z Wybrzeża - Palladyn Jupitera.
c) Kelly: sir Tallamir z Wybrzeża - rycerz i dowódca wojskowy.


Opis:
 Zaczęli tam skończyła się ostatnia przygoda - w kościele Jupitera. Rozmawiali z miejscowym arcykapłanem na temat nagrody za pozbycie się upiorów. Tallamir poprosił o kogoś do pomocy w podróży, przez co do drużyny dołączył nowy kapłan. Później jeszcze popytał się o jakieś artefakty. Arcykapłan powiedział, że świątynia posiada tylko jeden i nie może go oddać, ale za to posiadają oni informacje o wskazówkach prowadzących do magicznego miecza należącego do starego króla Angary który żył kilkaset lat temu - króla Kadharda. Został on pochowany kilka kilometrów na północ od miasta, gdyż kiedyś stolica znajdowała się tu, w Kalay. Kapłan powiedział im, że król ten był niezwykle rozrywkowym mężczyzną, kochał gry, zabawy i zagadki. Drużyna natychmiast opuściła kościół i udała się piechotą w stronę starego cmentarza.
 Podróż nie zajęła im długo. Trafili na duży cmentarz z kilkoma wejściami do podziemnego mauzoleum. Było tam dość ciemno, więc chcieli zrobić sobie pochodnie, jednak ich nowy towarzysz powstrzymał ich przed tym informując, że dysponuje odpowiednim zaklęciem które oświetli im drogę. Udało mu się dopiero za drugim podejściem (za pierwszym oślepił wszystkich na chwilę), a jego moc napełniła młot Cadora energią która oświetliła pomieszczenie. Weszli do środka i zaczęli szukać trumny podpisanej imieniem Kadhard. Szybko wypatrzył ją Cador, starł z niej kurz i zobaczył kilka rzędów dziwnych znaków na nim - o tej wskazówce mówił arcykapłan. Pod spodem znaleźli jeszcze wyrytą grę w kółko i krzyżyk w której wygrał krzyżyk. Szybko to przerysowali i opuścili cmentarz. Gertz poinformował ich, że symbole na pewno nie pochodzą z alfabetu krasnoludów.
 Wrócili do miasta i udali się na pokład statku którym mają odpłynąć. Tam spotkali posła który ich wcześniej oprowadzał po mieście. Porozmawiali chwilę, a on zaprowadził ich do kapitana Brolda. Nasi bohaterowie chwilę z nim podyskutowali, w między czasie próbując dowiedzieć się coś na temat odnalezionych znaków. Sądzili, że skoro mężczyzna wiele podróżował, mógł dowiedzieć się co to za język, jednak tak nie było - faktycznie wiele widział, ale znaków nie poznał.
 Udali się więc do biblioteki by poszukać w starych księgach. Pokazano im kilka ksiąg związanych z królem Kadhardem - z nich dowiedzieli się co nieco o królu, jego miejscu zamieszkania, zmarłej matce i ciekawą informację o tym, że jego ulubioną grą było kółko i krzyżyk. Jednak nie znaleźli nic o tajemniczych znakach.
 W międzyczasie nadszedł wieczór, więc nasi bohaterowie i ich towarzysze udali się na statek by się zdrzemnąć. Gdy się obudzili sir Roderick wraz ze swoimi ludźmi był już na pokładzie. Cador i Tallamir udali się do kajuty kapitana gdzie spotkali go i sir Rodericka. Podyskutowali na temat planu podróży, czasu wypłynięcia i różnych spraw ogólnych. Później się rozeszli, a żagle zostały podniesione - statek popłynął.

2 komentarze:

  1. No cóż. Krótko.

    Podziwiam wytrwałość w prowadzeniu APka z tej kampanii, jak i tego bloga. Nawet w obliczu braku komentowalności tego bloga. ;)

    Dwójki BG nie nazwałbym "drużyną" z czysto strukturalnego punktu widzenia. ;) Toż nie tłum, bo tłum zaczyna się od trójki osób.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Drużyna" znacznie bardziej mi pasuje niż jakbym miał o nich mówić "para" :P Po za tym często mówię też o ich towarzyszach.

    OdpowiedzUsuń