WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

wtorek, 14 czerwca 2011

SWEPL: Weyard - za Króla i Ojczyznę! Sesja X

Sesja rozegrana 13.06.11


Uczestnicy:
a) Ja: MG,
b) Wiron: sir Cador z Wybrzeża - Palladyn Jupitera.
c) Kelly: sir Tallamir z Wybrzeża - rycerz i dowódca wojskowy.
d) Bartek: sir Galiel z Wybrzeża - przystojny i bogaty rycerz. Daleki kuzyn Cadora i Tallamira.


Opis:
 Cadora i Tallamira z rana obudziło bicie dzwonów. Obaj wpierw pomyśleli, że wołają na śniadanie, jednak gdy wyjrzeli na korytarz, zobaczyli, że ludzie w pełnym rynsztunku biegli w kierunku wyjścia na plac. Od pierwszego lepszego żołnierza dowiedzieli się, że dzwony biją na alarm - ktoś atakuje miasto. Cador udał się na plac dowiedzieć się czegoś więcej od sir Rodericka, a Tallamir pobiegł po swoich ludzi. Gdy wszyscy znaleźli się na zewnątrz na plac przyjechał jakiś mężczyzna i poinformował o setkach jaszczuroludzi przebywających po drugiej stronie rzeki i szykujących się do ataku. Wtedy wszyscy żołnierze wyruszyli w kierunku portu, a nasza dwójka dowiedziała się wtedy, że jaszczuroludzie przybyli tutaj goniąc za jednym człowiekiem.
 Już zbliżając się do portu słyszeli głośny hałas dochodzący z daleka, a gdy znaleźli się już nad brzegiem rzeki zobaczyli po drugiej stronie mnóstwo jaszczuroludzi stojących pomiędzy drzewami. Gdzieś z boku zobaczyli przemoczonego mężczyznę który rozmawiał z jednym żołnierzem - nie poznali w nim jeszcze własnego kuzyna. Tallamir zmusił bezdomnych do tego by wykopali jakieś okopy i skonstruowali prowizoryczną osłonę dla kuszników, a do nadzorowania prac wysłał Gertza. Później podeszli do sir Rodericka porozmawiać i poinformować go o ich pomysłach na obronę miasta. Dowiedzieli się, że przez noc nie zdążono rozstawić zbyt wielu sieci, które miały posłużyć do złapania kilku jaszczuroludzi, więc w wodzie było ich tylko kilka. Tallamir wpadł na pomysł by rozstawić przy brzegu jakieś beczki ze smołą, ale do dyspozycji mieli tylko beczki z prochem strzelniczym z pokładu Zemsty Królowej Anny (przy okazji zorientowali się, że w porcie nie było już drugiego statku).
 Wtedy to dopiero Cadora i Tallamira zauważył ów przemoczony mężczyzna, który przyciągnął tutaj armię tych gadów. Podszedł do nich i przywitał się ze swoimi kuzynami, którzy w końcu go poznali. Okazało się, że Galiel przebywał w mieście już od dość długiego czasu, tylko, że wraz ze swoimi ludźmi utknął w lesie oblegany przez jaszczuroludzi i dopiero dziś udało mu się uciec gdy członkowie jego kompanii poświęcili się dla niego. Galiel powiedział im też, że wysłany do Xial został przez króla, którego namówił do takiej decyzji brat Tallamira - Eryk nie przepada za Galielem, gdyż zazdrosny jest o jego narzeczoną i majątek. Później mężczyzna poszedł szybko się przebrać i zdążył wrócić akurat na początek bitwy.
 Jaszczuroludzie przestali robić hałas i naraz wszyscy wskoczyli do wody. Gdy podpłynięli do brzegu kilkunastu zaplątał się w sieci, pierwsze szeregi gadów zostały ostrzelane z kusz, a potem beczki z prochem zostały wysadzone w powietrze - na okolicę spadł deszcz flaków i krwi. Do tego po wybuchu, gdy jeszcze jaszczuroludzie byli w miarę daleko od oddziałów ludzi, z pokładu Zemsty Królowej Anny wystrzelono jedną salwę z dział. Wtedy do walki wkroczyli żolnierze z bronią białą w ręku. Już w pierwszej fazie bitwy szeregi jaszczuroludzi zostały przetrzebione, a ludziom prawie nic się nie stało. Jednak gady nie chciały ustąpić i nawet widząc, ze są na straconej pozycji, nie ustąpiły i walczyły dalej. W końcu po długiej potyczce jaszczurki zostały wybite, lub pochwycone, a z szeregów ludzi zginęło co najwyżej kilkunastu żołnierzy.
 Po tej wielkiej potyczce pochwycono uwięzionych w sieciach jaszczuroludzi, a kapłani wyleczyli wszystkich rannych. Sir Ludil - gubernator miasta, zorganizował wielkie przyjęcie. W jego trakcie kapitan Brold powiedział Cadorowi i Tallamirowi, że złoto za sprzedaż statku piratów czeka na nich na pokładzie Zemsty Królowej Anny. Udali się do koszar skąd zabrali swój wóz i konie i pojechali do portu skąd zabrali skrzynię z nagrodą. Przy okazji Tallamir wręczył kapitanowi Broldowi list dla króla Marka z wieściami odnośnie misji, oraz prośbą o nagrodzenie jakoś samego kapitana. Później opuścili statek i wrócili do koszar, gdzie swoim ludziom wręczyli trochę złota jako zapłatę za pomoc w trakcie walki - zrobili to tak, by wielu innych żołnierzy to zobaczyło. Zaowocowało to tym, że dwóch żołnierzy i pewna kapłanka postanowiło przyłączyć się do naszej drużyny.
 Nazajutrz trójka naszych bohaterów wraz z sir Roderickiem udali się do gubernatora Ludila by ustalić dalsze plany, gdyż kłopoty z jaszczuroludźmi jeszcze nie zostały rozwiązane - przesłuchano kilku pochwyconych jaszczuroludzi (przy czym bardzo pomógł Gertz) i dowiedziano się, że armia która zaatakowała Xial była tylko połową ludności jaszczuroludzi zamieszkujących las Mogall. Jednak dopiero sir Ludil wpadł na to, że przecież do lasu nie mogli przybyć tylko samce jaszczuroludzi, bo długo by tu nie pożyli - oznaczałoby to, że w lesie kryją się głównie kobiety i dzieci, plus niewielka straż. Z drugiej strony jednak ludzie niewiele wiedzą o samych samicach - czy są równie dobrze zbudowane i wyszkolone? Do tego jeszcze jaszczuroludzie mieli znaczącą przewagę terenu, a liczna armia ludzi nie zdołałaby udać się w głąb gęstego lasu. Po dłuższej rozmowie zdecydowali się na wysłanie do lasu ludzi przysłanych przez króla Marka wraz z kilkoma tropicielami, plus nasi bohaterowie i kilku ich ludzi. Przy okazji sir Roderick powiedział wszystkim, że król i on sam nie spodziewali się tak licznej armii jaszczuroludzi, a gdyby o tym wiedzieli, to przybyłby ze znacznie większą ilością żołnierzy.
C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz