WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

wtorek, 28 czerwca 2011

SWEPL: Weyard - za Króla i Ojczyznę! Sesja XI

Sesja z dnia 27 Czerwca 2011

Uczestnicy:
a) Ja: MG,
b) Kelly: sir Tallamir z Wybrzeża - rycerz i dowódca wojskowy.


Opis:
 Cador i Galiel zostali wysłani po dwójkę traperów, którzy doskonale znają las Mogall i będą idealnymi przewodnikami w drodze do siedziby jaszczuroludzi. Obaj zabrali po dwóch ludzi z całej kompanii. Tallamir został sam z pozostałymi członkami drużyny. Wieczorem, następnego dnia po bitwie mężczyzna przechadzał się samotnie po mieście, zaglądając do karczm i szukając ludzi którzy chcieliby się do nich przyłączyć. Mijając świątynie Jupitera zaczepił go jeden z kapłanów i wdał się w krótką rozmowę podczas której poprosił o drobną przysługę - wygonienie kurtyzan które nieopodal sprzedawały swe wdzięki. Tallamir zgodził się na to i pożegnał z kapłanem.
 Nasz bohater wrócił do koszar, gdzie porozmawiał z Gertzem - powiedział mu, że od następnego dnia nieopodal świątyni Jupitera będą zaczepiać ludzi i wszelkimi metodami nakłaniać ich do wstąpienia do drużyny, natomiast w nocy będą rozsiewać tam coś śmierdzącego by odstraszać ludzi - był to dziwny plan Tallamira na pozbycie się stamtąd niechcianych prostytutek. Po przedstawieniu swojego planu Tallamir pożegnał się z krasnoludem, a ten chciał już opuścić pomieszczenie, lecz wtedy z głębi budynku usłyszeli jakiś głośny hałas. Natychmiast udali się w jego stronę i zobaczyli, że drzwi do pokoju w którym nocowała drużyna naszych bohaterów zostały wyważone tak samo jak te do pokoju w którym spała Gretenna oraz ściana w nim. Na korytarzu zrobiło się zbiegowisko a dopiero zbudzeni żołnierze mówią, że widzieli jakiej wielkie zwierzę. Do tego jeszcze Grian i Gretenna zniknęli - to stworzenie ich porwało.
 Tallamir pogonił swoich ludzi by jak najszybciej się ubrali i potem pobiegli śladami bestii, a po chwili pobiegł w pojedynkę i śledząc zniszczenia dokonane przez stwora dotarł do portu, gdzie dostrzegł leżącą na ziemi Gretennę i stojącego nad nią strażnika z kuszą w ręce. Kobieta była nieprzytomna a strażnik powiedział, ze postrzelił zwierzę, to jednak uciekło upuszczając kobietę na ziemię. Tallamir kazał strażnikowi zabrać ją do świątyni Wenus a sam pobiegł wzdłuż rzeki dalej goniąc "to coś". W końcu opuścił miasto jednak stwora nie dopadł. Po chwili zauważył jednak ruch na murach miejskich trochę daleko od niego - mimo późnej pory na niebie nie było ani jednej chmurki, a księżyc świecił jasno. Poinformował strażnika o niebezpieczeństwie a ten pobiegł bić na alarm.
 Tallamir pobiegł z powrotem do portu gdzie spotkał swoich ludzi i razem z nimi zaczął przeczesywać miasto, podobnie jak kilka oddziałów strażników miejskich. Jednak nagle ucichły dzwony i Tallamir dostrzegł na dachu dzwonnicy coś dużego co po chwili zaczęło wyć do księżyca. Dopiero teraz Tallamir zaczął sobie uświadamiać z czym mają do czynienia - Wilkołak. Rycerz pognał wraz ze swoimi ludźmi w stronę wieży, a potem dalej za bestią która biegła po dachach i w końcu skryła się w jakiejś alejce. Grupa strażników miejskich wbiegła tam, jednak po chwili dosłownie wylecieli z niej i uderzyli w budynek leżący naprzeciwko. Tallamir zajrzał tam i zobaczył zejście do kanałów i wyłamaną kratownicę, jednak wilkołaka nie było - trzeba było więc zejść na dół, jednak wcześniej wypadałoby się przygotować. Tallamirowi przypomniało się, że jedyną słabością Wilkołaków jest srebro, tak więc udał się ze swoimi ludźmi do najbliższego kowala; ten jednak nie miał już srebrnej broni, jednak zostały mu srebrne wióry i zgodził się jak najszybciej posrebrzyć miecze i strzały naszej Tallamirowi i jego kompanom.
 Po około godzinie wszyscy udali się z powrotem do owej alejki, gdzie już zebrało się sporo strażników, jednak żaden nie chciał zejść na dół - wszyscy byli przerażeni. Do kanalizacji zmuszeni więc byli udać się wyłącznie Tallamir i jego ludzie. Na dole oczywiście śmierdziało niemiłosiernie, jednak nie przeszkodziło im to w przemierzaniu ciemnych korytarzy w poszukiwaniu Wilkołaka. Nie dane było im jednak od razu spotkać się z tym stworzeniem, gdyż wcześniej spotkali inne zagrożenie - jakieś dziwne, małe, czarne galaretki które rzucały się im na głowy próbując ich udusić. Te małe stworzenia zostały jednak szybko zabite pochodniami i zaklęciami jednego z kapłanów. Po krótkiej potyczce kontynuowali poszukiwania, aż w końcu trafili na duże pomieszczenie bez innych wyjść, gdzie w kącie zobaczyli potężnie zbudowanego i owłosionego wilkołaka pożerającego właśnie jakiegoś strażnika. Bestia widząc ich wyszczerzyła długie kły i zaryczała, co spowodowało, że Tallamir i reszta gromadki zaczęła bać się o swoje życie a dwójka z nich (jedne z kapłanów i wojownik) natychmiast uciekła zostawiając kompanów. Walka z bestią poszła jednak niezwykle prosto - celny strzał z łuku srebrną strzałą oszołomił wilkołaka, a dwa celne pociski kapłana go dobiły. Później już tylko upewnili się czy stwór na pewno nie żyje zadając mu kilka cięć mieczami i toporami.
 Wtedy właśnie potwór zaczął się kurczyć, sierść mu wypadła, a przed Tallamirem ukazał się martwy już Grian. Rycerz wściekł się uświadamiając sobie na jakie niebezpieczeństwo naraził ich wójt Vault wysyłając z nimi tego rosłego chłopa. Tallamir nakazał Gertzowi i jednemu z wojowników zabrać ciało na zewnątrz by mogli mu później odprawić w miarę przyzwoity pochówek. gdy wszyscy znaleźli się na zewnątrz spotkali tam tchórzliwych członków drużyny, których Tallamir natychmiast opieprzył. Wojownik który zwiał zaczął się tłumaczyć, że na coś takiego się nie pisał, obraził swojego przełożonego, a ten natychmiast kazał mu się wynosić. Brat owego wojownika (łucznik) postanowił również opuścić drużynę i także obraził Tallamira, za co ten go uderzył. Wtedy to rozwścieczony wojownik wyjął swój miecz i chciał zaatakować rycerza, jednak pomiędzy nimi stanął Gertz którego topór szybko zanurzył się w brzuchu renegata. Później łucznik uciekł w podskokach.
 Tallamir wręczył swoim lojalnym ludziom po kilka denarów i pozwolił im się zabawić, sam natomiast udał się do świątyni Wenus by sprawdzić co się stało z Gretenną. Czuwał przy niej całą noc, nad ranem poszedł się zdrzemnąć i tak czekał na powrót Cadora i Galiela.
C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz