WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

SWEPL: Weyard - za Króla i Ojczyznę! Sesja XII

Sesja XII rozegrana 01.08.11
No cóż, już dość długo nie było tutaj żadnych wpisów, a to dlatego, że z powodu wakacji trochę mi się plany co do sesji popsuły. Oczywiście w coś tam grałem, ale nic nie prowadziłem i jakoś z tamtych sesji raportów mi się pisać nie chciało. Teraz jednak Wiron wrócił z wakacji, więc w końcu udało nam się zagrać kontynuację mojej (jak dotąd) najdłuższej kampanii jaką w życiu poprowadziłem - a to jeszcze nie koniec :)


Uczestnicy:
a) Ja: MG,
b) Wiron: sir Cador z Wybrzeża - Palladyn Jupitera.
c) Kelly: sir Tallamir z Wybrzeża - rycerz i dowódca wojskowy.



Opis:
 Do Xial wrócił Cador z czwórką żołnierzy, lecz bez Galiela, który zginął chwalebną śmiercią zabierając ze sobą sporą ilość jaszczuroludzi. Cador przyprowadził ze sobą jednego z traperów którzy mieli ich przeprowadzić przez niebezpieczne bagniska lasu Mogall - podstarzałego pustelnika odzianego w skóry zwierząt, któremu obiecano 1000 denarów za wykonanie roboty. Po chwili do dwójki naszych bohaterów dołączył sir Roderick i całą trójką udali się do gubernatora. Tam obgadali między sobą ostatnie sprawy dotyczące wyprawy. Później Cador, Tallamir i Roderick spotkali się w porcie gdzie czekali na nich już wszyscy ich żołnierze oraz pustelnik i z nimi wszystkimi ruszyli w poszukiwaniu osady jaszczuroludzi.
 Podróż zajęła im półtorej dnia, a gdy trop się skończył dostrzegli, że nigdzie w pobliżu nie ma żadnej osady, jednak kilka drzew zostało ściętych. Ludziom kazali ustawić się w szeregu i powoli przeczesywać teren wbijając miecze/kije w ziemię. (Komentarz na sesji: "No i właśnie jako pierwsi w tym świecie wymyśliliście fuchę sapera.") Wysłali też trapera w poszukiwaniu innego wejścia gdzieś w pobliżu. Sami zaczęli wraz z sir Roderickiem rozmyślać nad nowym planem zaatakowania jaszczuroludzi, gdyż ich poprzednie właśnie legły w gruzach.
 Po chwili zjawił się traper z dobrymi wieściami - znalazł niewielki pagórek z dużą drewnianą klapą prowadzącą do jakiegoś tunelu. Cały oddział ustawił się właśnie tam i wtedy ustalili, że trzeba wysłać wpierw kogoś na zwiady. Zgłosili się nasi bohaterowie i tym samym ich ludzie. Droga prowadziła coraz niżej i była trochę stroma. Po około kilometrze trafili na rozwidlenie i udali się w prawo. Tam po chwili korytarz zakręcał i zmienił się w spiralę schodzącą coraz niżej, aż w końcu trafili na wyjście z korytarza do ogromnej jaskini. Wyjście jednak znajdowało się jakieś 200-300 metrów nad ziemią a na dole widać było dość dużą osadę po której krzątały się jaszczuroludzie.
 Nasi bohaterowie wysłali od razu Gerzta po żołnierzy i kazał mu poinformować sir Rodericka by na rozwidleniu zostawił z 50 ludzi. Po jakimś czasie krasnolud wrócił z większością żołnierzy, którym natychmiast kazano zapalić strzały i podpalić osadę. Po kilku seriach z kusz, cała osada jaszczuroludzi ładnie się paliła a one same w popłochu uciekały. Część kierowała się do innego tunelu, a część próbowała popłynąć jakimś podwodnym korytarzem - plany tych pierwszych pokrzyżowali żołnierze na rozwidleniu, a drudzy usmażyli się gdy Cador cisnął piorunem w wodę. Gdy ruch na dole powoli zanikał, wszyscy udali się na górę, gdzie spotkali resztę oddziału, którzy wykończyli całkiem sporo jaszczuroludzi. Sir Roderick kazał im tu jeszcze chwilę zostać i sprawdzić czy zabili wszystkich wrogów. Reszta ludzi natomiasta udał się na górę, gdzie udało im się dorwać jeszcze kilka tych stworów.
 Po tym jak wszyscy zebrali się przy klapie, zebrali toboły i udali się z powrotem do Xial. Tam w karczmie urządzili wielką popijawę, a gubernator nagrodził naszych bohaterów dając im całkiem sporą willę w mieście, którą postanowili komuś wynająć. Tylko tej nocy jeszcze się w niej przespali, a nazajutrz chcieli wrócić do stolicy. Postanowili wybrać się kolejką łączącą miejscowości Altin (leżącą niedaleko Xial) i Lunpa (niedaleko Vale), a z której wcześniej nie mogli skorzystać gdyż nie pomieściła by tylu ludzi z iloma przybyli do tej części kontynentu. Teraz byli w stanie to zrobić, gdyż sir Roderick i jego ludzi musieli zostać tu na cały rok.
C.D.N.

1 komentarz:

  1. 'Tam w karczmie urządzili wielką popijawę' - pewne rzeczy pozostają niezmienne, hehe ;D...

    'U mnie' w NS BG -póki co?- nie mają gdzie tej popijawy zrobić :P. I nie jest nawet pewne czy w ogóle będą mieli kiedykolwiek taką okazję ;).

    Pozdrawiam,
    Skryba.

    OdpowiedzUsuń