WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

piątek, 26 sierpnia 2011

SWEPL: Weyard - za Króla i Ojczyznę! Sesja XIII

Sesja rozegrana 08.08.2011


Uczestnicy:
a) Ja: MG,
b) Wiron: sir Cador z Wybrzeża - Palladyn Jupitera.
c) Kelly: sir Tallamir z Wybrzeża - rycerz i dowódca wojskowy.



Opis:
  Nasi bohaterowie wkroczyli do osady Altin i wysłali Gertza by dowiedział się wszystkiego o kolejce a sami poszli do karczmy odpocząć po długiej podróży. Po tym jak się napili i coś zjedli wrócił krasnolud oświadczając, że ich środek transportu znajduje się teraz w Lunpie i powinna stawić się dopiero nazajutrz. Cador i Tallamir wynajęli więc pokoje w karczmie dla siebie i swoich ludzi a potem poszli się przespać.
  Rano obudziła ich potworna ulewa. Gdy się ubrali poszli obudzić swoich ludzi, jednak żaden z nich nie reagował na ich rozkazy (czasem dość głośno wypowiadane). Wtedy stało się coś dziwnego - Tallamir chciał obudzić ich używając do tego kubła zimnej wody, ale nie potrafił unieść kubła ani nawet ruszyć rączki od niego. Wyglądało to tak jakby nagle stracił całą swoją siłę, a kubeł ważył kilka ton. Lekko przestraszeni udali się na dół by dowiedzieć się od innych co się może z nimi dziać. Tutaj jednak spotkała ich kolejna niemiła niespodzianka - żaden z obecnych w karczmie gości nie reagował na ich zawołania, a Tallamir lub Cador byli dla nich jak powietrze, bo gdy rycerze chcieli kogoś zatrzymać, to byli po prostu odpychani. Później Tallamir udał się do ich wynajętego pokoju, a Cador postanowił udać się do centrum miasta. Gdy tylko Cador oddalił się o jakieś 20 metrów od budynku, nagle wszystko znikło mu z przed oczu, a on wszedł przez drzwi do swojego pokoju w karczmie. Tallamir widząc go powiedział mu tylko, że według niego to wszystko to zwykły sen i żeby sobie resztę darowali. Usiedli po prostu na łóżkach (teraz niezwykle twardych) i spróbowali to przeczekać, aż się obudzą.
  Po chwili jednak zobaczyli jakiś ruch za oknem (na piętrze) i szybko zbiegli na dół, by zobaczyć jak jakiś potwór porwał mężczyznę który wyszedł z karczmy by odlać się w alejce obok. Pijaczyna nie zdążył nawet krzyknąć gdy bestia go zabiła i porwała za karczmę by go pożreć. Tam nasi rycerze dopiero zdołali jej się przyjrzeć - mimo dość humanoidalnego wyglądu chodziła na czterech pazurzastych kończynach, było widać jej wszystkie mięśnie, ogromny mózg pokrywał większość jej głowy, a brak oczu najwyraźniej jej nie przeszkadzał. Tallamir sięgnął natychmiast po swój miecz i próbował zabić potwora, jednak atak nie wywołał żadnego skutku, a bestia nawet tego nie zauważyła. Tylko sam rycerz poczuł ból w rękach, bo odczuł to tak jakby z całej siły uderzył w litą skałę. Po chwili potwór zostawił truchło mężczyzny, skoczył na dach i zniknął gdzieś dalej.
  Cador i Tallamir wrócili do swojego pokoju i przesiedzieli resztę dnia na swoich łóżkach aż w końcu zmorzył ich sen. Nazajutrz dalej lało, a ich dalej nikt nie widział. Teraz jednak zauważyli, że mogą - z wielkim wysiłkiem, ale jednak - odrobinę wpływać na ich otoczenie - podnieść mały kamyk, ruszyć kołdrą. Teraz byli trochę jak duchy i nawet udało im się odrobinę zaniepokoić gości w karczmie. Tego samego dnia ponownie zobaczyli owego potwora który tym razem porwał jakąś kobietę i swoim długim językiem wciągnął ją na dach, a potem truchło zrzucił na ziemię. Nasi bohaterowie dalej nie potrafili mu nic zrobić.
  Trzeciego dnia ich wpływ na otoczenie trochę się zwiększył i znowu nie zdołali uratować kolejnej ofiary, choć tym razem potwór zareagował na dotknięcie i uciekł z miejsca zdarzenia. Naszych bohaterów zaczął już odrobinę męczyć ten "sen" i chcieli po prostu przeczekać go, jednak nic to nie dawało i w swoim pokoju spędzili kolejne kilka dni, za każdym razem widząc jak potwór morduje kolejną osobę. W końcu jednak zdarzył się jakiś przełom w całym tym cyklu - nasi bohaterowie zostali z rana zrzuceni z łóżek. Gdy się pozbierali z podłogi zobaczyli jak z ich łóżek wstają... oni sami. Drugi Cador i Tallamir obudzili swoich ludzi i zeszli na dół coś zjeść w oczekiwaniu na transport. Nasi właściwi bohaterowie szli za nimi by zobaczyć co się tego dnia wydarzy. Słyszeli wtedy jak karczmarz opowiada ich odpowiednikom o strasznych morderstwach do których tutaj ostatnio dochodziło oraz jakichś duchach które straszą w karczmie.
  Po jakimś czasie drugi Tallamir udał się po swoich ludzi, gdyż mieli już zbierać się do wyjścia. Natomiast nasi bohaterowie spróbowali ostrzec Cadora wykorzystując do tego mąkę - z wielkim trudem unieśli po garści jej i jednym ze stołów napisali ostrzeżenie. Drugi Cador był nieufny, ale nasi bohaterowie zyskali jego aprobatę wspominając o tym jakim to dupkiem jest brat Tallamira. Nasz Tallamir poszedł wtedy zobaczyć co się dzieje z jego odpowiednikiem i na górze zobaczył ruch za oknem. W tym samym momencie na dole oba Cadory zauważyły jak ktoś opuszcza karczmę i coś za nim zeskakuje z dachu a potem znika za budynkiem. Drugi Cador wybiegł na zewnątrz a ten nasz za nim. Oboje trafili za potworem na tyły karczmy gdzie potwór zdążył już zabić mieszkańca wioski i rzucił się na drugiego Cadora. Nasz prawdziwy rycerz obserwował tylko z przerażeniem jak bestia rozrywa jego ciało na dwie części. Po chwili przybiegli tutaj obaj Tallamirowie i reszta członków drużyny. Nasz Tallamir wpierw był trochę zmieszany, bo nie był pewny który Tallamir zginął. Natomiast drugi klęknął przy martwym Cadorze i krzyknął.
  Wtedy właśnie wszystko zniknęło a nasi bohaterowie, cali spoceni zbudzili się w swoim pokoju. Na zewnątrz dalej lało, ale Cador i Tallamir zauważyli, że w końcu nie są niewidzialni i że na wszystko mogą normalnie wpływać. Zbudzili swoich ludzi i zeszli na dół coś zjeść. Wtedy podczas posiłku ludzie w karczmie krzyknęli a  nasi bohaterowie ujrzeli, że w ich stronę lecą dwie kupki mąki. Zatrzymały się one nad naszymi bohaterami i rozsypały na stole wypisując te same słowa które oni dwaj wypisali dzień wcześniej w swoich snach. Chwilę później Cador i Tallamir dostrzegli jak ktoś opuszcza budynek a jakiś cień spada z dachu na ziemię rozchlapując wodę. Wtedy zebrali szybko swoich ludzi i wybiegli całą gromadą na zewnątrz stając oko w oko z owym potworem. Człowiek który wyszedł z karczmy natychmiast uciekł a bestia zaryczała na całą grupę. Cador był trochę przerażony na myśl o walce z tym czymś.
C.D.N.

2 komentarze:

  1. Trochę IMHO pogmatwane z tym motywem snu. Trudno mi dostrzec, jaki był ostatecznie cel przytaczania scen z niemożnością wpływania na świat, skoro i tak sprowadzało się to napotkania bestii "w rzeczywistości" i możliwej walki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze mieli szansę uratować kilku ludzi, jednak im to nie wychodziło - byli pewni, że to sen i niezbyt się starali (trochę nie udało mi się ich do tego zachęcić). Po drugie mieli okazję poznać potwora i zobaczyć jak silny jest. Obawiam się, że teraz podczas walki mogą stracić kilku ludzi a także samemu odnieść spore obrażenia.

    OdpowiedzUsuń