WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

wtorek, 9 lipca 2013

Relacja z Ziem Jałowych 2013

  Na Ziemiach Jałowych pierwszy raz byłem na ich premierze w 2011. Rok później niestety nie miałem funduszy na wyjazd. W tym roku udało mi się powrócić na tą świetną imprezę i już nie mogę doczekać się czwartej edycji.

Czym są Ziemie Jałowe
 ZJ to zagłębiowski konwent fanów postapokalipsy i westernu połączony z dwudniowym LARPem w tejże konwencji. Konwent odbywał się na terenie starej kopalni z Będzinie koło Katowic i trwał w sumie 5 dni - od 3 do 7 lipca włącznie.

Miejsce
 Budynek starej kopalni i tereny wokół niego to naprawdę genialna miejscówka na zorganizowanie takiego spotkania - czuć ten postapokaliptyczny i zarazem westernowy klimat. Kiedy schodziłem do tej zatęchłej piwnicy w masce na twarzy i z latarką na czole przeszukując kopalnię czułem się jak prawdziwy Stalker.

 Z drugiej strony nie jest to miejsce, które nadaje się tak bardzo na samą część konwentową, choć da się tam przetrwać - zakurzone pomieszczenia, tynk sypiący się ze ścian, cieknący sufit, dostęp do czystej wody tylko z jednego szlaucha. A na koniec te toi-toie... jak dobrze, że ja nie potrafię korzystać z innych toalet poza własną domową i automatycznie dostaje mocnego zaparcia... XD

Przygotowania
Pierwszy dzień konwentu został przeznaczony na ostatnie przygotowania przed LARPem - uczestnicy mieli w tym momencie okazję do tego by wykazać się przy konstrukcji ich własnych siedzib i stoisk z których będą korzystać przez następne dwa dni. Ja osobiście pracowałem nad stoiskiem Poczty, gdyż na LARPie byłem właśnie Listonoszem.
Na zdjęciu powyżej brakuje jeszcze stanowiska Banku Pocztowego, które dobudowaliśmy trochę później. Do pomocy w prowadzeniu tego biznesu miałem jednego listonosza i dwie miłe bankierki, których byłem szefem :)

LARP
 Akcja zabawy rozgrywa się w miasteczku Zgorzel w którym wiecznie są jakieś problemy, zwłaszcza z władzą i miejscowymi grupami przestępczymi. Już na pierwszej edycji ZJ odkryto, że miasteczkiem przewodzi Sztuczna Inteligencja o imieniu Kassaduk (czy jakoś tak). W zeszłym roku do miasteczka przybyli Meksykanie, w tym Psy Humungusa a do tego sporo włóczęg. Na ZJ 2k12 Kassaduk został dezaktywowany i w tym roku przewodził nami człowiek.

 W czwartek rano nadszedł czas LARPowania - zaczęło się od oficjalnego ogłoszenia Orgów, a potem przeszliśmy do oceniania przez Mistrzów Gry naszych strojów i przyznawania odpowiedniej ilości przedmiotów fabularnych (Fabularna waluta, kulki i dodatkowe przedmioty związane z postaciami). Zaraz po otrzymaniu wszystkich informacji i przedmiotów przechodziło się do gry. Ja osobiście musiałem z tym jednak trochę poczekać, bo grę miałem zacząć dopiero poza terenem miasteczka - moja postać, Poczmistrz Salomon Krauser wracała z niewoli u szalonego naukowca Emetta Browna, który testował na niej różne substancje, co skończyło się tym, że teraz potrzebowałem Paliwa Energetycznego by żyć.

 Już gdy w końcu zacząłem grać na starcie miałem kłopoty, choć nie duże z Łowcami Niewolników, którzy sprawowali władzę przy stacji odkażania. Później już tylko musiałem się rozeznać w mieście co się działo kiedy mnie nie było i wracałem do swojej roli Listonosza. Niestety ludzie jakoś nie czują tego klimatu i nie miałem wiele przesyłek do rozesłania... Jednak z tych, które miałem okazję roznosić zaprowadziła mnie aż do Źródła, czyli miejsca w którego fabularnie czerpana była woda dla miasta i które leżało jakąś godzinę drogi piechotą od miasteczka... gdy wracałem to byłem padnięty XD

 W drodze powrotnej ze źródła zostałem też napadnięty przez jednego z Psów Humungusa, ale gdy tylko się odwrócił zajęty dwójką meksów na quadzie to ja go ogłuszyłem i zabrałem od niego swoją kasę i jego naboje. Nie zabiłem go jednak, co zapoczątkowało poważny konflikt między mną a nim i jego grupą trwający aż do końca LARPa - w trakcie gry zostałem kilka razy przez nich napadnięty, zdewastowali nasze stoisko, ograbili współpracowników i powoli zaczęli dewastować całe miasteczko wybijając mieszkańców i meksów. W pewnym momencie nawet musiałem z kimś jeszcze autentycznie uciekać przez tylne okno w pokoju między saloonem i biurem szeryfa :D

 Tego dnia dostałem jeden mniejszy quest do wykonania - znaleźć jakieś 4 kamienie szlachetne (czyt: zwykłe kamienie z doklejoną specjalną naklejką), wsadzić je do torby mojego pracownika i wysłać go z tym do jednego MG jako dowód. Pomijając fakt, ze mój pracownik wieczorem poszedł do pracy i już nie wrócił, to i tak quest był chyba nie do wykonania, bo jak w tym miejscu znaleźć 4 odpowiednie kamienie, skoro na terenie ZJ stały wszędzie same kamienie...

 Później jeszcze ja i wszyscy moi współpracownicy zostaliśmy wplątani w nieprzyjemny konflikt z pewnym bogatym człowiekiem, który wykupił u pracującego dla mnie listonosza ubezpieczenie (przy czym listonosz nie miał prawa mu tego założyć) na grube pieniądze i teraz żądał ich wypłacenia, a myśmy byli niewypłacalni. Zostaliśmy pojmani i uwięzieni w celi u Meksów. Tam ich lekarka podała mi jakieś prochy od których dostałem głupiego jasia. Później gdy zaczęła sie jatka spowodowana przez Psy z celi uwolnił nas Farmer. Uciekliśmy do saloonu, przy czym ja w takim stanie w jakim byłem musiałem być niesiony.
Kiedy przeczekaliśmy najgorsze miasteczko znacznie się uspokoiło i zrobiło strasznie senne i nudne... w sumie to niektórzy nie wiedzieli co się dzieje i co mają robić, ja trochę zniechęciłem się do gry tym co się działo i wszystkimi moimi niepowodzeniami tego dnia przez co planowałem opuszczenie miasteczka przez moją postać. Skończyło się na tym, ze na noc wyłączyłem się z rozgrywki a moja postać gdzieś tam pracowała nad zbiornikiem i fiolkami z chemikaliami które nosiła podłączone do siebie...

 W nocy zorganizowano jakąś wyprawę poza miasteczko, ale w nie nie uczestniczyłem.

 Nazajutrz w końcu dostałem od Mistrzów Gry jakieś w miarę porządne questy, związane z Hobby, które miały mi zastąpić to z kamieniami szlachetnymi, a dwóch z trzech moich współpracowników już nie było - Listonosz nie wrócił z pracy, a jedna z bankierek gdzieś się musiała zmyć... Dopiero tego dnia dowiedziałem się też, że miałem zdobyć jakiś rower dla poczty, ale to już było za późno...

 Jednym z moich hobby było kolekcjonowanie gazet i książek, niestety udało mi się zdobyć tylko jedną gdy przez pół godziny czaiłem się w obozie meksów przy stole na której leżał mój łup czekając na odpowiedni moment.

 Drugim Hobby było Pojedynkowicz - miałem kogoś obrażać i wyzywać na pojedynek. Miałem na oku tego jednego Psa, przez którego miałem tyle kłopotów i nigdy nie miałem kasy... Ten jednak zachowywał się niechonorowo i nie chciał przyjąć mojego wyzwania! No to wyjąłem nóż i na środku miasta go zadźgałem, choć zaraz ktoś go wyleczył. Ja zostałem wtedy pobity przez jego towarzyszy, choć jeden z nich zaraz potem mnie wyleczył, czego nie rozumiem do dziś...

 Tego dnia zostałem też wyleczony z uzależnienia od Paliwa Energetycznego - kiedy bylem w kopalni straciłem przytomność i obudziłem się w mieście bez całej tej aparatury. Odpowiedzi na to co mi się stało szukałem ponownie w kopalni gdzie dopiero teraz udało mi się znaleźć trochę paliwa energetycznego. Zmierzyłem się też na dole ze strasznym mutantem - Padliną, który zamiast jednej ręki miał ostrze. Nawet udało mi się wygrać i zostawiłem go tam na pastwę losu.

 Tego dnia ktoś przebudził Kassaduka - jakieś 2-3 godziny przed końcem LARPa odezwał sie on przez głośniki ogłaszając, że dokładnie o 16 (czyli kiedy LARP miał sie zakończyć) dojdzie do całkowitej anihilacji życia w okolicy.

 Moją ostatnią akcją, tuż przed godziną 16 była samobójcza misja zrealizowana z pomocą szeryfów - dostałem od nich paczkę z bombą dla Psów Humungusa. Zgodziłem się wykonać to zadanie a nawet sam pomagałem przy pakowaniu jej, a wszystko by zemścić się na tym jednym z nich z którym miałem tyle problemów. Akcja skończyła się tak, że mnie rozstrzelali gdy nie chciałem otworzyć paczki a potem właśnie ten o którego mi chodziło sam ją otworzył wysadzając siebie i mnie w powietrze!

 Przed końcem LARPa ktoś zdołał wyłączyć systemy obronne anulując anihilację, ale Kassaduk i tak był już przebudzony. O godzinie 16 przemówił do wszystkich mieszkańców i wypuścił na zewnątrz ponownie OMOZ - jego jednostki prewencyjne złożone z zombie. Wyszli oni przed budynek kopalni w rytm muzyki Rammsteina, co było totalnie epickie. Później zaczęła się finałowa młócka.

Aukcja PD
 Jakiś czas po LARPie ogłoszono wyniki konkursów na najlepszy strój i postać oraz zaraz potem aukcja za punkty doświadczenia, które zdobywało się podczas całej gry terenowej. Konkursów nie wygrałem, ale w trakcie gry udało mi się zdobyć aż 16 PD za które wylicytowałem dwie książki, więc jestem dość zadowolony :)

Część programowa
 Właściwa część programowa zaczęła się w sobotę rano (nie licząc nocnej imprezy po LARPie). Składała się głównie z mnóstwa różnych konkursów (mecz Juggera, boks, konkursy wiedzy, turniej Neuroshimy HEX czy tradycyjne już rzuty podkową i Stefanem - naszą maskotką) i ledwie kilku prezentacji. Odbyły się też dwie nocne imprezy - jedna w stylu Cyberpunk, druga retro. Sam osobiście brałem udział w obu konkursach wiedzy oraz w rzutach podkową i Stefanem. W rzucie Stefanem zająłem trzecie miejsce i zgarnąłem kolejną książkę i Audio Booka. Super! :) Dla wszystkich był też dostępny non stop Games Room z paroma grami wydawnictwa Bard i Portalu to przetestowania. Spędziłem tam przeszło 4 godziny grając w kilka z tytułów.

Tak ogólnie na plus
  Znowu miałem okazję spędzić kilka dni ze starymi znajomymi których spotykam tylko na takich imprezach. Poznałem też kilka nowych osób z którymi miło spędzałem czas (czekam na kontakt od koleżanki z którą rozmawiałem w noc imprezy Cyberpunkowej oraz obiecany rysunek ;) ). W sobotę zorganizowaliśmy sobie fajnego grilla z bekonem na patykach i kiełbaskami. Mieliśmy sporo okazji do miłego nerdzenia z Motórem, co było świetną zabawą. Do tego jeszcze udało mi się zagrać w kilka fajnych gier planszowych. Na koniec jeszcze mogę dodać, że dawno tyle piwa i drinków nie wypiłem... XD

Trochę marudzenia
 Z tego co już było powiedziane - sleep roomy były strasznie brudne (można je było pozmiatać i umyć w nich podłogę przed konwentem). A po za tym? W trakcie całego LARPa po terenie Ziem Jałowych szwendały się dwie panie na dużych koniach. Nie zauważyłem, by wiele wnosiły do fabuły, choć klimat jako taki był. Mogły one jednak przynajmniej zająć się sprzątaniem tego co zostawiały za sobą ich wierzchowce, bo to nie było fajne, gdy ci takie zwierzę przed stoiskiem zostawi wielką kupę! W sumie to by było na tyle.

Kilka słów na koniec
 Impreza była świetna. Wróciłem zadowolony i już nawet trochę tęsknie. Cały wyjazd dzięki tym kilku nagrodom nawet mi się zwrócił :)
 Wielkie dzięki wszystkich organizatorom za czas poświęcony w przygotowanie tej zabawy oraz uczestnikom za samą zabawę. Specjalne życzenia dla:
- Wszystkich moich współpracowników poczty - za pomoc przy współtworzeniu LARPa.
- Tadeusza - za świetny konflikt w trakcie LARPa i za to, że miałem z kim jechać i z kim wracać z Ziem Jałowych.
- tej pani (bo z moją pamięcią jest kiepsko i jej imienia nie pamiętam) - za mile spędzony czas i wyrozumiałość :)
- Motóra - za nerdzenie.

Cześć i do zobaczenia na Ziemiach Jałowych 2014 :D

5 komentarzy:

  1. Pluję sobie w brodę, że nie byłem. Będzin to rzut kamieniem od moich rodzinnych stron. Wiedziałem, że Ziemie Jałowe będą zajebiste. Nie podoba mi się Twoja relacja [;)], ponieważ daje mi do zrozumienia, jak wiele straciłem. Ale, autentycznie nie mogłem przyjechać :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to się stało, że byliśmy na jednej imprezie i cię nie kojarzę? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że kurde co?!
      P.S. Przed chwilą sprawdziłem zdjęcia z imprezy... jakim cudem ja Cię nie poznałem?! XD

      Usuń
    2. Ja rozumiem, że nie poznałam, bo ja nawet dobrze znanych ludzi potrafię nie zauważyć :P Poza tym byłam tylko przez weekend. Cóż, może następnym razem ;]

      Usuń