WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Relacja z Goblikonu 2013

Goblikon w 2008 roku był moim pierwszym konwentem w życiu. Od tamtego czasu nie przegapiłem żadnej edycji tego zlotu. Tegoroczna edycja odbyła się 9-11 Sierpnia, ponownie w innej szkole niż dotychczas.

Na Goblikon pojechałem z dwójką znajomych z Kędzierzyna z którymi ostatnio gram w Warhammera - przy czym dla Rafała jest to już trzecia wyprawa na G a dla Bartka pierwsza.
Ale przejdźmy już do sedna: konwent jest raczej mały, co mnie cieszy, bo nie lubię masówek. Tutaj każdy znał prawie każdego, tak więc udało mi się spotkać wielu starych znajomych z czego jestem najbardziej zadowolony. Nie rozumiem po co wybierana była tematyka zlotu, skoro konwent był ogólnie miszmaszem wszelkich tematów, a elementów programu nawiązujących do tego głównego nie było wiele.

Program konwentu był całkiem spory - obfitował w sporo prelekcji, konkursów, kilka LARPów, oraz kilka ciekawych dodatków. Uczestniczy dołożyli do tego całkiem sporo sesji RPG. Ja sam zdołałem poprowadzić jedną sesję w The Walking Dead na mechanice Warhammera 1 i trochę 2 edycji (czyli mechanika przygotowana pod pierwsza, ale że nią nie dysponuję pozmieniałem trochę pod drugą) o której sam autor pisze na swoim facebookowym fanpage'u: The Walking Dead Role Playing Game. Raport z tej sesji znajdzie się w osobnym wpisie.

To teraz po kolei co kiedy robiłem:
Piątek:
- Byłem na konkursie z wiedzy o Kapitanie Bombie, ale dawno tego serialu nie oglądałem, więc nie miałem kompletnie szans...
- Nie wychodząc z sali zostałem na konkursie na Krasnoludzką pieśń plugawą. Polegał on na tym, że trzeba było przerabiać znane piosenki pod takie krasnoludzkie w których miały wystąpić określone przez organizatorów słowa. Ja z towarzyszem dostaliśmy do przerobienia "Ona tańczy dla mnie"... Później w drugiej rundzie trzeba było jeszcze dość mocno improwizować w walkach kapel. Oficjalnie nie wygraliśmy konkursu, ale i tak każdy uczestnik dostał nagrodę: po kuflu na piwo.
- Dalej siedząc w tej samej sali zostałem na dwóch kolejnych konkursach - jeden muzyczny filmowo-serialowy i jeden z wiedzy z zakresu literatury sf/fantasy. Mimo, ze czytam całkiem sporo i filmów też sie w życiu naoglądałem, to nie miałem żadnych szans - konkursy były dość wymagające.
- Udałem się na prezentację systemu Earnalia, który mnie nie zachwycił. Oczekując na tą prelekcję spędziłęm jeszcze pół godziny na przedłużonej prelce  "Klasztor żeński w średniowieczu –więzienie czy wyzwolenie?".
- Oczekując na noc kiedy to miałem poprowadzić sesję a przed tym sprawdzić jeden punkt programu udałem się do Games Roomu w którym udało mi się przetestować Dixit (bardzo fajny) i pograć trochę w Story Cubes.
- Będąc w Games Roomie trafiłem w końcu na sklepik z nagrodami, który na ostatniej edycji był świetny. W tym roku fajnych nagród było kilka, a reszta to jakieś stare książki z odzysku z czyjegoś strychu. Ogólnie zniechęciło mnie to trochę do brania udziału w konkursach.
- Nie wiedząc w co się pakuję i bardziej z czystej ciekawości udałem się o północy na Hentai night. Okazało się, że jest to konkurs w którym trzeba było dubbingować japońskie porno-bajki... Nawet wziąłem w nim udział, choć dostaliśmy z współuczestnikiem dość walnięty filmik.
- Rozegrałem sesję w The Walking Dead. Bardzo fajnym elementem konwentu było to, ze Mistrzom Gry, którzy poprowadzili sesję na Goblikonie zwracano 50% kosztów akredytacji. Czyli jeżeli poprowadziło by się 2 sesję, to konwent masz gratis :)
- Do 7 rano grałem w jakąś grę kościaną, której nazwy nie mogę sobie przypomnieć - było tam mnóstwo kości których trzeba się było pozbyć odrzucając je lub oddając innym graczom. Na kościach były po 3 znaczki W, 2 ciągnięcia karty i 1 oddania kości rywalowi. Do tego były karty z różnymi czynnościami. Pamiętam też, że było przy tym mnóstwo śmiechu i docinania sobie oraz świetnie wspominam to jak w ostatniej partii pięknie pokonałem rywali :D
- Do tego wszystkiego gdzieś za dnia wykupiłem 10 losów w Loterii Galmadrina licząc na zdobycie Nightfalla albo Gaslighta, bo Zewa mam (wygrałem 2 lata temu w ich konkursie z wiedzy o grach fabularnych). Zdobyłęm 16 kart do Magicka, których szybko się pozbyłem oraz 2 ołówki tak ch...we, że nie da się ich nastrugać by rysik się nie złamał XD
- O 7 poszedłem spać.

Sobota:
- Obudziłem się gdzieś o 10. Przegapiłem jakiś konkurs i prelekcję ale co tam.
- Udałem się na prelekcję Mactatora o tworzeniu kampanii metodą "wysp". Uczestnicy prelekcji co chwilę wytykali mu jakieś błędy a ja sam nie uznałem tego za nic ciekawego.
- Wziąłem udział w konkursie Galmadrina "Niedokończona opowieść...". Wygrały trzy grupy z chyba 6. W tym ja z towarzyszem. Zgarnęliśmy po zestawie gry Nightfall i starszym numerze czasopisma "Coś na progu". Samej gry nie zdołałem przetestować, ale na chwilę obecną już zorietnowałem się, że samo jej wykonanie pozostawia wiele do życzenia: karty słabej jakości czy błędy w ilości kart, choć u mnie to raczej wyszło na plus - dostałem chyba 3 dodatkowe karty rozkazów (po 1 z 3 postaci) oraz dodatkową talię do Draftu. Nie zdziwiłbym się gdyby okazało się, że komuś tych właśnie elementów brakowało w pudełku. Odezwij się wtedy pechowcze, może znajdzie się sposób na to bym Ci je przekazał? Chociaż tak po prawdzie wystarczy wziąć po jednej karcie z każdej karty rozkazu i je użyć jako talii draftu. Wielkie dzięki dla całej ekipy Galmadrinu! :)
- Najważniejszy punkt porgramu tego dnia - wycieczka do browaru Raciborskiego. Było fajnie, ciekawie i smacznie. Na konwent wróciłem z lżejszą głową...
- Szybko jednak wytrzeźwiałem gdy udałem się na punkt programu Szkockie Ceili gdzie dano nam niezły wycisk podczas nauki tańca. Ale było warto! :)
- Spróbowałem sił w turnieju Banga. Inni uczestniczy uwzięli się na mnie "za twarz" i odpadłem. Moim zdaniem ta gra nie nadaje się do urządzania na niej turniejów.
- Wieczorem wziąłem udział w sesji Warhammera 2ed. Mistrz gry fajnie opisywał (bo ja sam mam z tym ogromne problemy), ale miał tak nieprzemyślaną fabułę, że tylko się brechtaliśmy na sesji z coraz głupszych wpadek aż w końcu sesję przerwaliśmy. Ale nie żałuję :) Bardzo nie spodobało mi się to, ze Mistrz gry miał ze sobą zamiast normalnego podręcznika cały zestaw wydrukowanych podręczników i dodatków do tegoż systemu. Kradzione podręczniki to można zabierać na sesję ze znajomymi a nie na konwent, a gadanie, że "za drogie" albo nawet "niedostępne" co w przypadku 2 ed. jest bzdurą, to już szczyt.
- Potem przed północą poszliśmy napić się piwa.
- Niestety byłem już dość zmęczony i nie wziąłem udziału w nocnym "Strzelam, strzelam, strzelam!" czyli tradycyjnym już na Goblikonie starciu obcych/zombich z marinesami/S.T.A.R.S.ami.

Niedziela:
-Wstałem gdzieś o 8-9 rano.
- Tego dnia niewiele się już działo, wiec poszedłem na warsztaty Kaligrafii. Było naprawdę przyjemnie, sporo się nauczyłem. Dziękuje za materiały do nauki w domu!
- Przed powrotem do domu wziąłem jeszcze udział w Kalamburach prowadzonych przez NACH Team. Były dwa poziomy rund: w jednej prostej trzeba było zgadywać w ciągu półtorej minuty serię pojedynczych słów. W drugiej trudniejszej trzeba było zgadnąć zdanie ułożone z trzech losowych elementów: przymiotnik, rzeczownik i związek frazeologiczny np. czerwony mikołaj pasuje jak pięść do oka. Mimo, że nie zajęliśmy pierwszego miejsca bo jedna z drużyn wygrała dwa razy łatwy poziom, to możemy się pochwalić tym, że jako jedyni zgadliśmy hasło z poziomu trudnego i to w połowie czasu :)
- Opuściłem konwent pełen nowych doświadczeń, znajomych i wspomnień.

Teraz:
-Oczekuję następnej edycji!

Wielkie dzięki dla organizatorów i wszystkich uczestników za świetną zabawę! Do zobaczenia na następnym Goblikonie, który (mam nadzieję) według zapewnień orgów ma prawie 100% szans na to, że odbędzie się za rok! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz