WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

The Walking Dead RPG - sesja z Goblikonu 2013

Jakiś czas temu na Facebooku zostałem zaproszony do polubienia fanpage'u "The Walking Dead Role Playing Game". Lubię RPG i zombie, więc czemu by nie. Raporty i posty dotyczące mechaniki czytam regularnie kiedy tylko wychodzą. System oparty jest na mechanice 1 edycji Warhemmera FRP. Możecie o nim poczytać tutaj:
The Walking Dead Role Playing Game

Prowadząc tą grę mam pewien problem w postaci nie posiadania podręcznika do 1 edycji Warhammera a tylko 2. Toteż musiałem na sesję trochę pozmieniać.

Graczy miałem dwóch - jeden stary znajomy z Kędzierzyna a drugi to kolega z konwentu, którego imienia nie pamiętam:
a) Rafał: Bob Smith - dorosły mężczyzna, murarz z Nowego Jorku.
b) Konwentowicz: Yami "Gamer" Bashiro: licealista, syn imigrantów z Japonii. Nałogowy gracz, tzw. "Hikikomori".

Opis:
Miejsce akcji: Nowy Jork
 Zaczęliśmy na Bronxie. Niedawno doszło tu do jakiejś wojny gangów którzy podziurawili niektóre kamienice. W tym momencie jedną z nich (podłużny budynek z niewielkimi mieszkaniami do których wchodzi się z ulicy) właśnie szpachlował Bob wraz ze współpracownikiem Jamesem, za nimi zaparkowany stał ich firmowy pick-up z którego radia słuchali muzyki. W mieszkaniu przy którym pracował Bob mieszkał Yami wraz z matką, która pracowała jako pielęgniarka w pobliskim szpitalu. Nie są oni zbyt zamożni, jednak mimo to nastolatek ma najlepszy sprzęt do grania dostępny na rynku - jego matka mimo tego jak syn się zachowuje, robi wszystko by go utrzymać przy sobie i spełnia wszelkie jego zachcianki.

 Yami siedząc na Facebooku zauważył, że sporo jego znajomych zaczęło udostępniać jeden i ten sam link. Obawiając się, że to jakiś wirus w który reszta dała się złapać nie kliknął w niego. W tym samym momencie w radiu samochodowym Boba i Jamesa przerwano nadawanie muzyki i puszczono zapętloną wiadomość od prezydenta Baracka Obamy w której informował o tym, że doszło do ataku bioterrorystycznego, należy się ukryć w domach, nie wychodzić i co najważniejsze nie zbliżać do chorych osób. Bob zaproponował by ukryć się na razie w mieszkaniu który właśnie naprawiają. I tak musieli jeszcze naprawić dziury od środka.

 Drzwi otworzyła im matka Yamiego niezbyt zachwycona tym, że robotnicy chcą wchodzić do jej mieszkania, ale nie miała wielkiego wyboru. Bob zauważył, że kobieta ma bandaż na przedramieniu. Kobieta wyjaśniła mu, że rano ugryzł ją chory pacjent w szpitalu, ale nic jej nie jest i niech zabierają się do roboty. Przy okazji zapytała jakiej herbaty się napiją. W tym samym czasie nieświadomy obecności robotników Yami dostał wiadomość od znajomego na facebooku - kolega pisał mu o tym, że widział jakiegoś szaleńca który zaatakował na ulicy przechodnia i zaczął go gryźć. Później opowiedział mu o tym co było w filmiku który tak wszyscy udostępniają czyli wiadomość od Baracka Obamy.

 Nagle Yami usłyszał pukanie do drzwi. Przez szybę zobaczył swoją matkę z dzbankiem herbaty w ręce. Powiedział jej, że może wejść, ale ta dalej stała i pukała w szybę tępo mu się przyglądając. Yami trochę się przestraszył i wstał z krzesła rozglądając się za bronią - grał w sporo gier o zombie i chyba wierzył, że kiedyś ten dzień nadejdzie. Jego matka waląc pięścią w szybę w końcu ją wybiła, dzbanek z herbatą wyleciał jej z ręki a ona sama przeleciała przez dziurę w drzwiach, potknęła się i nogą nadziała na duży wystający fragment szyby. Po chwili na miejsce przybiegli Bob i James. Zobaczyli jak nastolatek spogląda na swoją matkę z lekką pogardą nie próbując jej pomóc. James próbował pomóc wstać kobiecie gdy ta nagle rzuciła mu się do gardła i rozgryzła tętnice, a potem zaczęła gryźć dalej już nieprzytomnego mężczyznę. Bob szybko pobiegł do kuchni obok, złapał tasak i wbił go w głowę japonki. Kobieta zwiotczała i legła na martwe już ciało współpracownika Boba.

 Bob i Yami wymienili kilka spostrzeżeń na temat tego co się stało i szybko wynieśli ciała Jamesa i matki chłopaka do salonu, którego drzwi zastawili stołem. Chwilę później usłyszeli na zewnątrz jakiś łoskot. Wyszli zobaczyć co się stało i zobaczyli samochód osobowy rozbity na innym. W środku siedziała czteroosobowa rodzina, która próbowała się wydostać z pojazdu. Jakiś mężczyzna podszedł do wozu by im pomóc i kiedy otworzył przednie drzwi od strony pasażera kobieta siedząca na tamtym miejscu rzuciła się na niego i zaczęła go rozszarpywać. Bob załatwił wariatkę i poszedł pomóc dzieciom siedzącym z tyłu, ale gdy otworzył drzwi one spróbowały go zaatakować, więc jedno posłał szybko do piachu a drugie zamknął w pojeździe. Po chwili zobaczył, że ludzie zaczęli uciekać z ulicy a z oddali zbliżała się grupka powłóczących nogami zarażonych, którzy próbowali atakować przechodniów. Yami i Bob szybko wrócili do domu nastolatka i zabarykadowali przednie drzwi i okna.

 Obaj zaczęli zastanawiać się nad tym co zrobią. Bob przy okazji wziął kij od miotły i przywiązał do niej mocno długi nóż tworząc prowizoryczną włócznię. Wpierw pomyśleli o tym, by wyjść przez tylne okno w salonie i dać drapaka alejkami. Z pokoju słyszeli hałasy i jęki, a po chwili nawet drapanie - to James już się "obudził". Bob wkopał drzwi do środka odrzucając swego dawnego kolegę do tyłu a potem wbiegł do środka i wbił mu "włócznię" w czoło. Kiedy BG już planowali wyjść na zewnątrz Bobowi przypomniało się, że przecież przed budynkiem stoi jego i Jamesa pick-up. Szybko więc wyjął kluczyki z kieszeni kurtki martwego kolegi i wraz z Yamim ruszyli ku drzwiom głównym. Zdjęcie barykady trochę im zajęło bo robili wszystko by nie wywołać zbyt dużo hałasu. Kiedy otworzyli drzwi zobaczyli, że między nimi a wozem znajduje się dwójka umarlaków obgryzających czyjeś zwłoki. Bob z miejsca rzucił się z włócznią na jednego przebijając mu głowę i kiedy drugi już rzucał się na niego Yami wyskoczył z mieszkania z tasakiem i odciął drugiemu zombiakowi głowę. Chwilę później obaj BG siedzieli w samochodzie, który mimo chwilowych problemów z silnikiem uruchomił się i z Bobem za kierownicą ruszył w drogę.

 Bob szybko zauważył, że kończy się im paliwo. Skręcił w stronę stacji paliw i szybko do niej dojechał. Gdy zobaczyli, że okolica wygląda bezpiecznie zatrzymali się przy jednym z dystrybutorów. Niestety okazało się, że jest on wyłączony. Jedyny samochód który stał przy innym dystrybutorze też miał prawie pusty bak. Bob poszedł zobaczyć do budynku i już zza szyby ujrzał 3 powłóczące nogami zombie - matkę z córką i pracownika stacji. Murarz wezwał Yamiego i obaj weszli do budynku stacji. Bob zaatakował wpierw małą dziewczynkę, a Japończyk zajął się pracownikiem stacji. W tym czasie zombie-mama próbowała zaatakować Boba, ale jej się to nie udało i robotnik przeciął jej głowę rozwalając mózg. Później Yami podszedł do firmowego komputera i znalazł program uruchamiający dystrybutory paliwa. Dwójka BG zabrała się za napełnianie baku, dodatkowych pojemników na paliwo które chcieli zabrać ze sobą oraz pakowanie wszelkich możliwych zapasów znajdujących się na stacji na przyczepę pick-upa - żywność, leki i opatrunki, latarki itp. W pewnym momencie gdy Bob niósł stertę swoich ulubionych batonów zobaczyli falę zombie zbliżającą się w stronę stacji. Szybko rozlali trochę paliwa, przygotowali lont który zapalili i ruszyli w drogę, by po chwili usłyszeć i zobaczyć w tylnym lusterku wybuch stacji benzynowej który zabrał ze sobą kilkadziesiąt trupów.

 Gdy jechali dalej z obładowaną sprzętem paką zauważyli stojący na poboczu autobus szkolny pełen żywych jeszcze dzieci. Samochód był otoczony przez chmarę zombie bujających pojazdem przy próbie dostania się do środka. Kierowca wozu był najwyraźniej nieprzytomny. Yami odradzał próby ratowania dzieciaków, gdyż nie widział na to szans, ale Bob musiał spróbować i zaczął od staranowania kilku zombiaków pick-upem. Przez to na chwilę ich wóz utknął w miejscu i został otoczony przez potwory. BG udało się jakoś z tego wydostać, ale Bob zrozumiał, że nie mają szans na uratowanie dzieci i z wielkim żalem ruszył dalej widząc smutne twarze dzieci przyklejone do szyb i spoglądające na nich. Yami jedyne co zrobił to pokazał dzieciakom środkowy palec. Gdy BG odjeżdżali zobaczyli jak autobus został w końcu przewrócony przez zombie i zaczęły one wchodzić do środka.

 W końcu wóz Boba i Yamiego dotarł do granic miasta, gdzie ujrzeli tłumy ludzi, którzy próbowali wydostać się tak jak oni z miasta, ale most blokowała policja i jednostki antyterrorystyczne. Nie chcieli oni rozszerzenia się zarazy poza miasto i kazali wrócić ludziom do ich domów. Kiedy jednak nagle za tłumem pojawiła się fala tysięcy zombie powłócząca w ich stronę w wiadomym celu ludzie spanikowali i zwyczajnie przebiegli tratując policję. Bob z towarzyszem zrobili to samo.

Po paru kilometrach, gdy zbliżała się już powoli noc a oni szukali bezpiecznego schronienia zobaczyli samotną kobietę idącą poboczem i liczącą na stopa. Niepewnie ale jednak zatrzymali się przy niej a ona zapytała czy wezmą ją ze sobą. Zgodzili się i Bob wyszedł z wozu wsadzić jej bagaż na pakę. Wtedy kobieta wyjęła zza pasa pistolet i zażądała zwrotu wozu, a z krzaków za nią wyszło dwóch dryblasów z kijami bejsbolowymi. To była szybka akcja - Bob z bara zaatakował kobietę, ta wystrzeliła w powietrze, Yami wyskoczył z wozu, dryblasy rzuciły się na grupę, wymieniono kilka mniej lub bardziej celnych ciosów i w końcu kobieta i jeden z dryblasów padli umierający na ziemię, a ostatni zaczął uciekać. Robotnik podniósł pistolet i wycelował w dryblasa, ale gdy nacisnął spust usłyszał tylko "klik". Przeszukał zmarłych, ale nie znalazł przy nich nic ciekawego. BG wsiedli do wozu i ruszyli dalej.

 Po parunastu minutach znaleźli zjazd z drogi prowadzący na jakąś farmę, gdzie wyprosili u mieszkającej tam starszej pary możliwość przenocowania w stodole. Kiedy się tam znaleźli wreszcie znaleźli czas na to by się sobie przedstawić czego nie zrobili odkąd się spotkali nad zombie-matką Yamiego.

Wrażenia:
Grało się bardzo fajnie, sesja zajęła nam jakieś 4 godziny. Gracze mieli problemy z pomysłami, bo był środek nocy a oni już długo nie spali ale i tak dobrze sobie poradzili. Nie podobały mi się reakcje Konwentowicza, który w moich oczach wyszedł na psychola. Jeżeli to czytasz, to przepraszam, ale gdybym to z tobą w parze musiał walczyć o przetrwanie, to pierwsze co bym zrobił, to pozbył się Ciebie, bo stanowiłbyś zagrożenie dla mnie i dla innych :P

Jak wypadła mechanika:
Mechanika nawet się sprawdziła. Mieliśmy drobne problemy z szybkim przełożeniem niektórych jej aspektów na edycję 2 Warhammera ale się udało. Walka z zombiakami jest sprawna, ale tu jest coś co mi się wydaje, że trzeba dopracować: walka z zombiakami jest za łatwa, bo za łatwo się je zabija. Moim zdaniem powinno się mechanikę tego zmienić i zamiast kostką k6 w walce z zombie rzucać k10, ale z trochę wyższymi poziomami - dzięki temu niekiedy byłaby większa szansa na nietrafienie. Jak na razie jest to jedyne niedopracowanie w grze. Samemu postaram się chyba pomóc autorowi i spróbować choć trochę popracować nad wersją tej gry pod drugą edycję Warhammera, bo nie wszyscy dysponują pierwszą.

2 komentarze:

  1. Świetnie się czyta opis sesji! I przychylam się Maćku do Twojej opinii odnośnie Yamiego - moja Megan z pewnością nie polubiłaby tego cynicznego gościa :))) Oczywiście ciekawiej jest, gdy w grze ścierają się różne osobowości i dlatego doceniam, gdy gracze wykazują zdolności aktorskie i odgrywają postaci, których charakter oraz sposób bycia i postępowania jest przeciwieństwem tego, jakimi są w rzeczywistości :)
    Brawo dla Mistrza Gry za ciekawą fabułę!
    Pozdrawiam.
    Kasia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra sesyjka - dzięki za uwagi i zainteresowanie. Fajnie oddałeś klimat początku epidemii. Co do łatwości rozwalania zombie - kierowałem się serialem "The Walking Dead" gdzie pojedynczy umarlak jest niegroźny. Dopiero grupa jest zagrożeniem dla zdrowego i sprawnego człowieka. Oczywiście na potrzeby "jednostrzałówki" można zwiększyć poziom trudności i ryzyko walki ale grając w kampanię należy oszczędzać bohaterów. Jeszcze raz dzięki.
    Robert

    OdpowiedzUsuń