WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

niedziela, 8 września 2013

Jednostrzał w Warhammera - Kiepski tydzień

Sesja jednostrzał zorganizowana spontanicznie w sobotę 7 Września, bo mi się po prostu nudziło.

Gracze:
1) Huzar - Ragnar: Krasnolud, Najemnik
2) Luigi - Mird: Krasnolud, Banita

Opis:
 Ragnar i Mird znajdowali się na terenach Hochlandu, u podnóża Gór Środkowych. Ragnar został zatrudniony do ochrony karawany wiozącej pokaźny zapas rudy żelaza do Talabheimu. Karawaną dowodził Kane- najemnik dla którego pracowała większa część 30-osobowej obstawy wozów. Ragnar i jeszcze czterech innych najemników - niziołek Gruber (życiowy nieudacznik), krasnolud Durak świetny wojownik, który w ogóle się nie odzywa) i dwóch ludzi: Gustav (myśliwy) i Pieter (zwykły najemnik) - byli wolnymi strzelcami. W trakcie podróży dołączył do nich jeszcze krasnolud Mird, który (czego reszta nie wiedziała) uciekł z krasnoludzkiego miasta nieopodal po tym jak w pijackiej burdzie zabił innego krasnoluda.

 Karawana zatrzymała się na noc i rozpaliła ogniska. Część ludzi Kane pilnowała, czy coś się nie zbliża, reszta siedziała przy ogniskach. Ludzie Kane'a stronili od rozmów i zadawania się z najemnikami zatrudnionymi z łapanki. Ragnar i Mird wiedzieli, że Kane wolałby nie mieć przy tym transporcie nikogo spoza swojej ekipy. BG widzieli jak najemnik spogląda na nich złowrogo. Z tego powodu najemnicy wzięci z łapanki i Mird siedzieli przy osobnym ognisku.

 Ragnar wściekał się na Grubera za to, że ten wychlał mu jego ostatni bukłaczek piwa. Niziołek obiecał mu je odkupić jak dotrą do najbliższej osady, gdzie wstąpią do karczmy. Ragnar próbował zagadać do Kane'a, ale najemnik tylko zbył go pogardliwym komentarzem. Krasnolud wrócił do pozostałych wolnych strzelców i zaproponował by pójść coś upolować, by w końcu mogli zjeść jakiś porządny posiłek. Reszta mu to odradzała, gdyż było już ciemno i mógł wpakować się w tarapaty. Mird zgodził się z nim pójść, więc odeszli na odległość taką, by dało się jeszcze zobaczyć z daleka ognisko, ale po godzinie poszukiwań wrócili z pustymi rękami.

 Wchodząc na teren obozu Ragnar zobaczył jak Kane mówi coś po cichu do kilku swoich ludzi, wskazuje na wolnych strzelców i swój nóż. Krasnolud zaczął się martwić, że nie przeżyją tej nocy. Na to samo wpadł Gruber, który postanowił się podzielić swoją opinią z Ragnarem i Mirdem. Banita postanowił, że tą noc spędzi na drzewie, obawiając się by mu ktoś sztyletu w plecy nie wbił. Mimo podejrzliwych spojrzeń innych najemników zaczął wspinać się na jedno z drzew, ale będąc na wysokości jakichś 3 metrów nagle zarwała się pod nim gałąź i gruchnął na ziemię obijając sobie miednicę i wbijając jedną z szyszek pod ramię. Gdy wszyscy wokół zaczęli się z niego śmiać, obolały wrócił do ogniska. Mird dogadał się z towarzyszem, że będą na zmianę czuwać, by nic im się nie stało. Część ludzi Kane'a w końcu również poszła spać.

 Mird i Ragnar byli ostatnio bardziej zmęczeni, gdyż Kane dość często kazał im stać na warcie i nie dał im się jak dotąd porządnie wyspać. Ragnar wytrzymał na warcie kilka godzin, aż w końcu w środku nocy obudził towarzysza by go zmienił. Ten jednak dość szybko zasnął na warcie. Kiedy rano się obudzili z przerażeniem zauważyli, że wozy i cała ekipa Kane'a gdzieś zniknęli. Na miejscu obozu zostali tylko śpiący najemnicy wzięci z łapanki. Wszyscy zrozumieli, że Kane ich wyrolował, by nie dzielić się z nimi pieniędzmi. Gdy szóstka najemników szykowała się do dalszej drogi Gustav powiedział im, że sądząc po śladach wozy ruszyły w przeciwnym kierunku do tego w który mieli się kierować. Czyli Kane najwyraźniej nie miał zamiaru dostarczać towaru do właściwego klienta.

 Ekipa nie chciała ścigać karawany, gdyż wszyscy uznali, że to tylko ściągnie im na głowę kłopoty w postaci dwóch tuzinów nieprzyjaznych im najemników. Postanowili toteż ruszyć w dalszą drogę do tej osady, która znajdowała się dwa dni drogi od nich.  Najprostsza droga prowadziła wzdłuż rzeki, a ją łatwiej było znaleźć, więc od tego zaczęli.

 W połowie dnia, kiedy wiedzieli, że powinni już być niedaleko rzeki, postanowili zapolować, by w końcu coś zjeść. Ekipa rozdzieliła się na trzy pary i rozeszła po lesie, a w razie kłopotów mieli po prostu krzyczeć. Kiedy Ragnar i Mird już się trochę oddalili usłyszeli krzyki przerażonych towarzyszy, więc szybko sięgnęli po broń i ruszyli w ich kierunku. Po chwili, kiedy krzyki się nasilały nagle minęli ich uciekający w panice Pieter i Gustav krzyczący "Nie o takie polowanie mi chodziło!" Za nimi, w odległosci kilkudziesięciu metrów biegły aż trzy rozjuszone niedźwiedzie. BG zatrzymali się i szybko i strzelili ze swojej broni w dwa z nich raniąc je odrobinę i spowalniając. Zaraz później doszło do walki z całą trójką bestii. Gustav i Pieter gdzieś uciekli, Grubera i Duraka nigdzie nie było. Ale na szczęście Ulryk sprzyjał BG i zdołali oni poskromić wściekłe niedźwiedzie wychodząc z tego nawet bez zadrapania. W trakcie walki pojawili się Gruber i Durak, ale nie zdążyli pomóc BG, ale dobili uciekającego miśka.

 Po walce Gruber był tak zdumiony tym czego dokonali BG, że obiecał Ragnarowi iż w osadzie odkupi mu wypite piwo po dziesięciokroć. Ragnar powiedział niziołkowi by przygotował jakąś potrawę z niedźwiedzi, a on z Mirdem poszli szukać zaginionych Gustava i Pietera. Krasnoludy udały się w stronę w którą biegli ludzie, a po jakimś kilometrze znaleźli nagłe, ledwie zauważalne z powodu drzew urwisko nad rzeką, a na dole, na piasku "wylegujących się" w cudacznych pozycjach towarzyszy. BG, choć to nie przystoi pośmiali się z martwych ludzi, a potem poszli przekazać pozostałej dwójce dobre (znalezienie rzeki) i złe (śmierć ludzi) wieści. Na miejscu zjedli wreszcie obiad, a Ragnar odciął jednemu z niedźwiedzi głowę i jedną z łap i wziął je ze sobą.

 Po zjedzeniu posiłku, ekipa ruszyła w stronę rzeki, a potem idąc górą wzdłuż rzeki po paru kilometrach dotarli do miejsce, gdzie urwisko zaczynało się obniżać, aż w końcu znaleźli się na tym samym poziomie co rzeka. Kiedy nastała noc odpoczęli nad brzegiem rzeki, gdzie trochę pożartowali nad tym jak by to wyglądało gdyby to Durak stał na warcie i ktoś by ich chciał zaatakować, a biedny najemnik próbowałby wszystkich obudzić wciąż nie odzywając się. Nazajutrz wreszcie dotarli do osady rybackiej nad brzegiem rzeki.

 Przy wejściu do miasta strażnicy wypytali ich o cel wizyty, ale później dali im spokój. Ekipa skierowała kroki do jedynej w osadzie karczmy. Karczmarz był zadowolony z ich wizyty i tego, że niemalże od razu Gruber postawił Ragnarowi aż 10 kolejek najmocniejszego piwa - Ale. Pozostała trójka piła spokojnie, a krasnolud żłopał piwo za piwem i trzymał się przy tym całkiem dobrze na nogach. Kiedy skończył już wszystkie niziołek był zdumiony i po cichu założył się z Mirdem o to ile kolejek Ragnar jeszcze wytrzyma. Krasnolud wytrzymał jeszcze sporo i niziołek niestety przegrał zakład na czym stracił drugie tyle ile wydał na piwo dla Ragnara. W końcu jednak najemnik legł nieprzytomny na stole. Karczmarz pozwolił im przenocować przy palenisku na środku sali.

 Nazajutrz gdy Ragnar słyszał jak trawa rośnie Gruber oznajmił im, że zostaje w osadzie, bo ma dość tego jak wszyscy robią go w konia (akcja ze zniknięciem karawany, to nie był pierwszy raz jak go wyrolowano). Durak pokazał, że woli ruszyć w dalszą drogę z BG. Ragnar udał się do miejscowego garbarza, by ten zdjął mu całą skórę i mięso z głowy niedźwiedzia i przerobił ją na naramiennik, a z łapy zrobił ładną ozdóbkę na rękę. Później trójka krasnoludów postanowiła znaleźć jakąś szybką robotę, by zarobić trochę koron. Szybko znaleźli zlecenie na złapanie jakiegoś groźnego bandyty - czarodzieja o przezwisku Płomień (wydrukowany z sieci plakat typu Wanted). Zaplanowali, że jeden z nich przebierze się za jakiegoś kupca, lub nawet szlachcica i spróbują ściągnąć na siebie uwagę bandy Płomienia. Drogą głosowania wybrany został Durak, któremu to chyba nie pasowało. Ekipa udała się do krawca i ustaliła cenę i zostawiła tam towarzysza do przymiarki. Później poszukali jeszcze jakiejś drobnej roboty - Ragnar u kowala, a Mird na cmentarzu przy wyrobie kamiennych nagrobków.

 Nazajutrz BG zabrali Duraka do krawca, po gotowe ubranie. Towarzysz BG miał nietęgą minę, jakby się czegoś obawiał. Kiedy dotarli do krawca mężczyzna rzucił im na stół swoje dzieło... które okazało się być suknią. Skonfundowani BG zaraz ponownie się zszokowali gdy Durak się odezwał: "Tak naprawdę nazywam się Dura, ale nie chciałam się zdradzić, by mi się ktoś z was zaraz do cipy nie dobierał."

 Po tym jak BG oswoili sie z nową sytuacją, a Dura się przebrała wszyscy ruszyli w drogę. W nocy musieli się zatrzymać by odpocząć i Ragnar został na czatach. Po jakimś czasie zobaczył jakiś ruch na skraju widoczności i zaczął nasłuchiwać - zdołał wyłączyć inne zmysły poza słuchem, a bogowie mu chyba sprzyjali, bo udało mu się poznać, że otoczyło ich aż sześciu napastników. Ragnar szybko obudził swoich towarzyszy, a z lasu usłyszeli głos jakiegoś mężczyzny, który przedstawił się jako Płomień. Nakazał on postaciom oddać wszystkie kosztowności i broń, a zostawi ich całych i zdrowych. BG jednak nie posłuchali i wszczęli walkę. Niestety bogowie tym razem im nie sprzyjali - Mird dostał strzałą w pierś, a Ragnar został potraktowany dwiema kulami ognia i poparzony upadł na ziemię ledwie przytomny. Dura natychmiast krzyknęła, że się poddają, a BG zgodzili się teraz oddać kosztowności. Z cienia wyszedł Płomień i zabrał ich rzeczy, a potem jeszcze spalił brodę Ragnara jako nauczkę. Później bandyci zostawili ich w samej bieliźnie i poranionych w lesie.

Koniec.

2 komentarze:

  1. I co? Zero kwiatków? Whyyyyy....????

    Huzar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko mi się udaje zapamiętać kfiatki z sesji - na przyszłość je spisuj :P

      Usuń