WITAM!

Cześć, jestem Maciek, choć niektórzy z was mogą mnie znać z sieci jako Lasarda. Witam na moim blogu na którym umieszczać mam zamiar moje raporty z sesji, artykuły itp. Mam nadzieję, że wam się spodobają.

poniedziałek, 9 września 2013

Jednostrzał w Warhammera - niedziela 8 Września

Kolejne spontaniczne spotkanie z Warhammerem. Ponownie dwóch graczy.

Gracze:
1) Huzar - Sago: Niziołek, Najemnik
2) Jarek - Therion: Krasnolud, Tarczownik (który wystąpił już w pierwszej sesji Warhammera, którą tutaj opisałem)

Opis:
 Gdzieś po środku Middenlandu w karczmie leżącej na terenie wycinki lasu, dwa dni drogi od najbliższej osady. Tutaj właśnie od tygodnia pracuje Sago jak ochroniarz. Robota coraz bardziej mu się nie podobała, gdyż prawie wszyscy drwale byli rasistami i robili najemnikowi sporo kłopotów. w tym samym miejscu znajdował się jeszcze tylko jeden nieludź - Therion, który po tym jak wraz z resztą armii wygrał ostatnio bitwę dostał trochę spokoju. Ze względu na napiętą sytuację w karczmie Therion trzymał sztamę z niziołkiem. Tego dnia Sago stracił cierpliwość i postanowił rzucić tą robotę.

 Zaraz po tym jak Sago poinformował o tym swojego nowego znajomego odebrał od karczmarza zapłatę za wykonaną dotąd pracę (1 złota korona) i krasnolud wraz z niziołkiem wyszli z budynku. Nie przeszli jednak nawet 50 metrów gdy drogę zastawiło im trzech drwali którzy w chcieli im na pożegnanie sprezentować limo pod okiem. Doszło do bójki w której ludzie skupili się na krasnoludzie a niziołek z procy obrzucał ich kamieniami. Starał się nie robić im zbytnio krzywdy, ale w końcu doszło do tego, że trafił jednego w głowę zadając dość poważną ranę - mężczyzna padł na ziemię i przestał się ruszać. Wtedy właśnie pozostała dwójka ludzi z przerażeniem odsunęli się od krasnoluda i krzycząc "Zabili Jacka, nieludzie zabili Jacka!" pobiegli do karczmy po pomoc. Therion i Sago zaczęli uciekać w stronę głównej drogi. Po chwili z budynku wybiegli ludzie z bronią i zaczęli ścigać BG.

 Drwale już powoli doganiali nieludzi a ci dotarli w końcu do głównego traktu. W tym momencie akurat przejeżdżał tędy wóz z niziołkiem jako woźnicą i jakimś krasnoludem z garłaczem z tyłu. BG krzyczeli o to by tamci im pomogli i by jak najszybciej się stąd wynosili, bo tamci ścigają nieludzi. BG szybko wskoczyli na wóz a woźnica pośpieszył konie. Kiedy wóz odjechał na bezpieczną odległość gubiąc w oddali ludzi niziołek zwolnił konie i zatrzymał je. Teraz dopiero BG mogli wyjaśnić woźnicy i ochroniarzowi o co chodziło. A od nich dowiedzieli się, że woźnica nazywa się Maximilian, jest kupcem i jechał do tej karczmy sprzedać jedzenie, piwo, ciuchy, nowe siekiery itp. Max uzgodnił ze swoim ochroniarzem, gdzie teraz ruszyć i że droga powrotna tą samą trasą może być zbyt niebezpieczna jeżeli drwale zaczają się przy drodze. Zaraz po tym pośpieszył konie. Jeszcze tego samego dnia godzinę przed zmierzchem wóz dotarł o rozwidlenia przy którym BG zeszli z niego, wcześniej kupując od kupca trochę jedzenia. Wtedy obie pary krasnolud-niziołek udały się w przeciwnych kierunkach. Gdy słońce skryło się za horyzontem obaj poszli spać, gdyż obaj byli pewni, że to drugi będzie wpierw na czatach.

 Spali tak twardym snem, że nie zauważyli jak zbliżyły się do nich gobliny, związały i na palach zaczęły nieść do swojego obozu. Dopiero w drodze BG się obudzili i nie byli zachwyceni tym co zobaczyli. Gobliny zaprowadziły ich do swojego obozu, gdzie wódz nakazał ich wrzucić do namiotu kuchennego, gdzie z niziołka ugotuje się gulasz a z niesmacznym krasnoludem jeszcze zdecydują co zrobić. Zieloni wrzucili ich szybko związanych do owego namiotu i zostawili ich samych z jednym strażnikiem przed wejściem i mnóstwem ostrych noży w środku, będąc pewnym, że BG nie wyrwą się z więzów. Gobliny się jednak myliły - mimo poranionych nadgarstków Therionowi i Sago udało się zdjąć liny i rozpruli tylną ścianę namiotu, by się wydostać. Kiedy szykowali się do ucieczki do namiotu zajrzał strażnik, szybko ginąc od strzału z kuszy Theriona. Zaraz potem szczęśliwie wymknęli się z obozu a gdy byli jakieś pół kilometra od obozu usłyszeli z niego raban podniesiony gdy gobliny zorientowały się, że więźniowie uciekli i zabili przy tym jednego z nich.

 BG niestety nie wiedzieli gdzie byli i zabłądzili w lesie - Therion próbował odczytać ich położenie z gwiazd, ale gdzieś się pomylił, co doprowadziło nawet do tego, że po dwóch dniach zobaczyli przed sobą ponownie obóz goblinów z którego uciekli. W trakcie podróży zgłodnieli i Therion dobrał się do jakichś jagódek, których zjadł parę, co doprowadziło do tego, że nazajutrz złapał go straszny świerzb.

 3 dnia błądzenia po lesie w końcu dotarli na trakt który doprowadził ich do jakiejś małej osadki. W niej będąc udali się do niewielkiej karczmy, czy może raczej pijalni, bo poza ladą i jedna dużą beczką z alkoholem mieściły się tam tylko 2 czteroosobowe stoły. Na start zamówili sobie po jednym piwku i talerzu gulaszu. Kiedy już się najedli Sago zaproponował Therionowi zakład o 1 koronę: jeżeli krasnolud wypije 10 kolejek najmocniejszego sprzedawanego tutaj trunku to wygrywa. Mimo, że Therion dość mocno się upił, to jednak wytrzymał tą próbę. Niezadowolony z obrotu sytuacji Sago podbił stawkę - teraz on też będzie pił i ten który padnie pierwszy oddaje drugiemu 2 złote korony. Krasnolud trzymał się wciąż nieźle, ale w końcu padł nieprzytomny na stół. Sago dowiedział się od karczmarza, że przespać się mogą za opłatą w stajni i tam też się udał niosąc ze sobą nieprzytomnego towarzysza.

 Rano pierwszy obudził się Therion, który wyczuł, że ktoś mu grzebie po kieszeniach. Jeszcze zanim otwarł oczy złapał tego kogoś za rękę i walnął w nos. Okazało się, że był to jakiś dziesięciolatek, który zaraz z rozkwaszonym kinolem uciekł ze stajni. Therion sprawdził jeszcze czy jego śpiący jeszcze towarzysz też nie został okradziony, ale było w porządku. Wtedy udał się za potrzebą do innego boksu i spędził tam prawie godzinę. W tym czasie zbudzony paskudnym smrodem obudził się Sago i wyszedł ze stajni akurat gdy przez miasto przejeżdżały jakieś 2 wozy załadowane najemnikami. Z ich rozmów wywnioskował, że ich przywódcą jest człowiek o imieniu Kane. Sago zastanawiał się chwilę, czy się do nich nie przyłączyć, ale darował sobie i wozy odjechały. Gdy Therion w końcu skończył swoje i dołączył do niziołka ten zaproponował mu, że może poszukają przygód gdzie indziej niż w Imperium - chciał się on udać do Bretonii odwiedzić kogoś ze swojej rodziny.

Koniec.

Wrażenia po sesji:
Zauważyłem, że większość moich sesji w Warhammerze ma pewien jeden wspólny element - gracze niemal na każdej sesji mi się upijają w karczmie. To dobrze, czy źle? XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz